W sobotę Miki skończył cztery mesiące, a u nas ząbkowanie na całego. Ślinienie, wkładania wszystkiego do buzi, katar, luźniejsze kupki i wyraźne ślady, a od dziś nawet krwiaczek w miejscu prawej dolnej jedynki zwiastują szybkie powitanie perełki w buzi Groszka. Na szczęście żel daje radę.
Za nami oczekiwanie na narodziny synka. Pojawił się na świecie 22 lipca 2014. Zapraszam do lektury opowieści o perypetiach Groszka i jego rodziców:)
Łączna liczba wyświetleń
środa, 26 listopada 2014
Groszek, a nawet Groch!
Nie będę owijać w bawełnę: Groszek jest dużym (dosłownie!) chłopcem. Waży ok. 7,5 kg i jego twarz wygląda jak księżyc w pełni. Dużo osób na to zwraca uwagę, ale ja póki co uśmiecham się tylko. Bo co: mam dziecku zrobić dietę, zacząć głodzić? Służy mu moje mleko i nie widzę w tym nic złego. Nie ma otłuszczonego ciała- jest bardzo zgrabny jak na swoją wagę. Dziś byliśmy na kontroli bioderek i lekarka uświadomiła mi, że jest jeden mały problem. Miki niechętnie leży na brzuszku. Zmuszam go do tego kilka razy dziennie, ale póki co chłopak nie potrafi na dłużej podtrzymać się na rączkach. Próbuje, ale dłonie szybko uciekają do tyłu. A przy swojej wadze musi ćwiczyć mięśnie, by uniosły one go przy pełzaniu, a potem siadaniu. Będę więc nieustępliwą- ćwiczenia będą powtarzane jeszcze częściej. Wszystko dla zdrowia! A bioderka idealne- wszystko z nimi w jak najlepszym porządku.
W sobotę Miki skończył cztery mesiące, a u nas ząbkowanie na całego. Ślinienie, wkładania wszystkiego do buzi, katar, luźniejsze kupki i wyraźne ślady, a od dziś nawet krwiaczek w miejscu prawej dolnej jedynki zwiastują szybkie powitanie perełki w buzi Groszka. Na szczęście żel daje radę.
W sobotę Miki skończył cztery mesiące, a u nas ząbkowanie na całego. Ślinienie, wkładania wszystkiego do buzi, katar, luźniejsze kupki i wyraźne ślady, a od dziś nawet krwiaczek w miejscu prawej dolnej jedynki zwiastują szybkie powitanie perełki w buzi Groszka. Na szczęście żel daje radę.
środa, 19 listopada 2014
Kto pyta...
- A może twój pokarm jest za słaby?
- Coś musiałaś dziś zjeść, co mu zaszkodziło.
- Nie dajesz mu herbatki na brzuszek?
- Dlaczego nie poisz go wodą?
- Nie jest mu za zimno w stópki?
- Ale coś jeszcze mu zakładasz pod ten kombinezon?
- Dlaczego tak późno zamierzasz dać mu coś normalnego do jedzenia?
- W taką pogodę wychodzisz na spacer? Nie pochoruje się?
- Kładziesz go na brzuszku?
- Oliwka nie jest lepsza na ciemieniuchę?
-A będzie spał w nocy, gdy w dzień dajesz mu tyle spać?
- Nie usypiasz go w dzień na drzemki?
- Nie odłożysz go do łóżeczka?
- A to nie za cieńka czapeczka? Ma grubszą?
- Coś musiałaś dziś zjeść, co mu zaszkodziło.
- Nie dajesz mu herbatki na brzuszek?
- Dlaczego nie poisz go wodą?
- Nie jest mu za zimno w stópki?
- Ale coś jeszcze mu zakładasz pod ten kombinezon?
- Dlaczego tak późno zamierzasz dać mu coś normalnego do jedzenia?
- W taką pogodę wychodzisz na spacer? Nie pochoruje się?
- Kładziesz go na brzuszku?
- Oliwka nie jest lepsza na ciemieniuchę?
-A będzie spał w nocy, gdy w dzień dajesz mu tyle spać?
- Nie usypiasz go w dzień na drzemki?
- Nie odłożysz go do łóżeczka?
- A to nie za cieńka czapeczka? Ma grubszą?
poniedziałek, 10 listopada 2014
Gdy taty nie ma w domu, to jesteśmy niegrzeczni
Mąż wyjechał w piątek w nocy w Alpy. Jest miłośnikiem wędrówek górskich, a w Tatrach pogoda nie nastrajała do wypraw. Hałasy pakowania obudziły po północy Groszka i od tamtej chwili budził się co godzinę. Na szczęście rano u mnie w łóżku pospał jeszcze godzinkę. Potem wybraliśmy się na koncert Od brzuszka do uszka maluszka. Miki jak zwykle zasnął w aucie , więc początek koncertu go ominął. Juź myślałam, że nie skorzysta w ogóle z prezentu, jaki mu sprawiłam, ale na szczęście w końcu się obudził. Był bardzo zaciekawiony tłumem ludzi, który siedział na wielkim dywanie. Muzyka przykuwała jego uwagę, gdy słyszał mocniejsze dźwięki. Ale widząc jego zadowoloną minę mogę przypuszczać, że chyba mu się podobało. W grudniu też się wybierzemy. Po koncercie pojechaliśmy do moich rodziców na zaległe obchody urodzin mamy i imienin taty. Był obiad, potem kawa i kolacja. Przez cały ten czas Miki był zabawiany przez całą rodzinę. Około 18 zrobił się ze zmęczenia marudny, więc po 19 wracaliśmy na tradycyjną kąpiel o godz. 20. Pobudki potem były o godz. 1i 4, a potem już co godzinę do 8. Wczoraj zaprosiła nas moja babcia, która przez chorobę nie mogła dotrzeć na chrzest. Po miesiącu nie mogła się nacieszyć prawnukiem. Tym razem mały wytrzymał tylko do 16. Po przyjeździe do domu zasnął przy piersi i przespał prawie dwie godziny. Myślałam, że noc będzie przez to trudna, ale o dziwo Miki przespał ciągiem od 22 do 5. No i nadszedł kolejny dzień bez taty. Dziś Miki dał mi popalić. Od rana był marudny. Zrobił dwie kupki, a mimo to chyba pobolewał go brzuszek. Z trudem odklejał się ode mnie, bym mogła pomyć naczynia czy zjeść obiad. Płacz rozlegał się dziś najczęściej od jego narodzin. Ręce momentami mi opadały, brak męża dawał mi się już we znaki. Nie mogę doczekać się jego powrotu. Teraz Miki śmieje się i głuży do zebry kręcącej się nad łóżeczkiem, ale ja już marzę, by mąż przejął Mikiego choć na chwilę. To pierwsze takie dni, gdy przez dłuższy czas sama muszę radzić sobie z dzieckiem. Chyba poszło mi nieźle. A przede wszystkim, tęsknię już za mężem. Gdy tylko wróci jutro wieczorem, wtulę się w niego i opowiem o każdym szczególe z życia Mikiego, który ominął go przez tych kilka dni. A trochę się tego nazbierało. Miki zaczął przekręcać się z pleców na bok. Nauczył się wymuszać swój śmiech. Brzmi to trochę jak kaszel, ale po minie widać, że na twarzy rysuje się banan i synek jest zadowolony. Do tego zauważyłam, że Groszek uwielbia, jak mu śpiewam. Przysłuchuje się wtedy uważnie i uśmiecha. Wykorzystałam to dziś, by móc umyć naczynia. Miki w swoim leżaczku musiał mi oczywiście towarzyszyć i gdy zaczął marudkować, zaczęłam cokolwiek śpiewać. Na chwilę się uspokoił.
Co jeszcze u nas?
Zgrubienie po szczepieniu maleje, ale wciąż jest wyczuwalne- ma rozmiar grochu.
Ten straszny tydzień z przebudzeniami nocnymi był chyba jednak skokiem rozwojowym, równo tydzień później wszystko minęło jak ręką odjął. Niestety, zmiana czasu namieszała na stałe. Pobudki z 2 i 5 zmieniły się w takie o 1 i 4. Jestem trochę mniej wyspana, ale takie jest życie...
Włosy nadal mi strasznie wypadają. Nie wiem już co z tym począć...
Co jeszcze u nas?
Zgrubienie po szczepieniu maleje, ale wciąż jest wyczuwalne- ma rozmiar grochu.
Ten straszny tydzień z przebudzeniami nocnymi był chyba jednak skokiem rozwojowym, równo tydzień później wszystko minęło jak ręką odjął. Niestety, zmiana czasu namieszała na stałe. Pobudki z 2 i 5 zmieniły się w takie o 1 i 4. Jestem trochę mniej wyspana, ale takie jest życie...
Włosy nadal mi strasznie wypadają. Nie wiem już co z tym począć...
wtorek, 4 listopada 2014
Horror czwartego skoku?A może to ząbkowanie?
3 listopada:
Dokładnie 23 października pochwaliłam się mamie, że Miki dwie noce pod rząd przespał od 21 do 5. I zapeszylam. Kolejne noce aż do teraz to koszmar. Groszek nie zasypia spokojnie, a nawet po uśpieniu przez suszarkę budzi się chwilę potem jeszczekilka razy. Gdy już uśmiech ok. 22, pobudki są potem ok. 23-24, 2, 4 i 6-7. I za każdym razem ponowne usypianie trwa ponad godzinę. W dzień chłopak jest tak zmęczony, że zasypia przy piersi. I teraz pytanie:zęby, skok rozwojowy, a może jeszcze coś innego? Zęby bo: trze z zaciętością dziąsła czym tylko popadnie. Rękę wsadza prawie całą. Ślini się bardzo. Ma na dole dwa wybrzuszenie w miejscach jedynek. Ale nie ma rozpulcgnionych ani zaczerwienionych dziąseł. I tu się trop urywa. To może to jednak wcześniejszy czwarty skok rozwojowy? Miki ma 15 miesięcy. To mogłoby się zgadzać. Wersję z głodem odrzucam od razu-Groszek waży 6700, więc przybiera ok. 30g dziennie, a tobardzo dużo jak na trzymiesięczniaka. Trudno, chodzę z oczami podpartymi zapałkami, alemusimy przetrwać ten kryzys. Kiedyś musi się skończyć.
4 listopada:
Nie zdążyłam zamieścić poprzedniego posta, a już się odmieniło. Dziś Miki zasnął o 21, obudził się tylko o 24, a potem o 5 i dospał jeszcze od 6 do 8. Oby to był stały powrót do normalnego spania. Trzymajcie kciuki! Wreszcie się wyspałam;-)
Dokładnie 23 października pochwaliłam się mamie, że Miki dwie noce pod rząd przespał od 21 do 5. I zapeszylam. Kolejne noce aż do teraz to koszmar. Groszek nie zasypia spokojnie, a nawet po uśpieniu przez suszarkę budzi się chwilę potem jeszczekilka razy. Gdy już uśmiech ok. 22, pobudki są potem ok. 23-24, 2, 4 i 6-7. I za każdym razem ponowne usypianie trwa ponad godzinę. W dzień chłopak jest tak zmęczony, że zasypia przy piersi. I teraz pytanie:zęby, skok rozwojowy, a może jeszcze coś innego? Zęby bo: trze z zaciętością dziąsła czym tylko popadnie. Rękę wsadza prawie całą. Ślini się bardzo. Ma na dole dwa wybrzuszenie w miejscach jedynek. Ale nie ma rozpulcgnionych ani zaczerwienionych dziąseł. I tu się trop urywa. To może to jednak wcześniejszy czwarty skok rozwojowy? Miki ma 15 miesięcy. To mogłoby się zgadzać. Wersję z głodem odrzucam od razu-Groszek waży 6700, więc przybiera ok. 30g dziennie, a tobardzo dużo jak na trzymiesięczniaka. Trudno, chodzę z oczami podpartymi zapałkami, alemusimy przetrwać ten kryzys. Kiedyś musi się skończyć.
4 listopada:
Nie zdążyłam zamieścić poprzedniego posta, a już się odmieniło. Dziś Miki zasnął o 21, obudził się tylko o 24, a potem o 5 i dospał jeszcze od 6 do 8. Oby to był stały powrót do normalnego spania. Trzymajcie kciuki! Wreszcie się wyspałam;-)
środa, 22 października 2014
Szczepienie "w prezencie" na trzy miesiące
Dziś mija trzecia nasza wspoólna miesięcznica. Niestety, prezent synek dostał marny: szczepienie. Pierwsze przebiegło jak z płatka, ale teraz nie było już tak dobrze. Przed wejściem do gabinetu nakarmiłam go, jednak nie zdążyło mu się już odbić, a ostatnio to ważna rzecz. W gabinecie dodatkowo Mikiego rozjuszylam ściąganiem przez głowę bluzki. Mały zaczął marudkować. Został zważony (6370), zmierzony (59 cm) i osłuchany. Potem nastąpił dramat. Musiałam chwycić mocno rączkę synka, a on zaczął się wyrywać. Po wkłuciu rozpłakał się w taki sposób, jakiego jeszcze dotąd nie widziałam. Zrobił się cały czerwony, a na twarzy malował się ból. Prawie się też rozpłakałam. Potem druga ręka i noga. Miki był w tak złym stanie, źe nawet pierś nie pomogła. Utuliłam go mocno i to pomogło. Za drzwiami udało się już przystawić go do piersi i w końcu biedaczek zasnął. Póki co nie ma żadnych złych objawów, a nawet często się śmieje. Udało mu się tuż przed wyjściem zrobić kupkę, a to spory sukces zwiastujący dobry dzień. Ostatnio kupki pojawiają się co trzy, cztery dni, więc zrozumcie jaka to radość, gdy najpierw usłyszy się podejrzany dźwięk, a potem w pieluszce znajduje się ogromny skarb;-)
Z innej beczki: w poniedziałek spotkaliśmy sie z panią alergolog. Potwierdziła nasze obawy, że mały ma skórę skłonną do atopii. Poleciła Dexeryl do smarowania. Kupiłam, dziś wieczorem wypróbujemy.
Mata edukacyjna dotarła wczoraj. Pierwsze próby przebiegły obiecująco. Dziś Miki miał juź dość atrakcji, więc mata poczeka do jutra.
Mąż kończy drugi tydzień urlopu. Przyzwyczaiłam sie do dobrego i trudno będzie mi powrócić do zwyczajnego porządku, gdy sama przez cały dzień będę musiała zajmować się Mikim.
Miki ssie lewą rękę na potęgę. Prawą za to z zapałem ogląda. A największą rrajdę daje mu karuzelka- śmiech do zebry rozbawia mnie czasami do łez.
Z innej beczki: w poniedziałek spotkaliśmy sie z panią alergolog. Potwierdziła nasze obawy, że mały ma skórę skłonną do atopii. Poleciła Dexeryl do smarowania. Kupiłam, dziś wieczorem wypróbujemy.
Mata edukacyjna dotarła wczoraj. Pierwsze próby przebiegły obiecująco. Dziś Miki miał juź dość atrakcji, więc mata poczeka do jutra.
Mąż kończy drugi tydzień urlopu. Przyzwyczaiłam sie do dobrego i trudno będzie mi powrócić do zwyczajnego porządku, gdy sama przez cały dzień będę musiała zajmować się Mikim.
Miki ssie lewą rękę na potęgę. Prawą za to z zapałem ogląda. A największą rrajdę daje mu karuzelka- śmiech do zebry rozbawia mnie czasami do łez.
niedziela, 19 października 2014
Groszek został ochrzczony
Za nami ważna dla nas uroczystość: chrzest synka. Denerwowałam się przed nim jak przed maturą, a wszystko poszło gładko. Miki spał dziś aż do 4, więc piersi były tak przepełnione od 21, że w 20 minut zapełniłam mlekiem z jednej z nich 150-mililitrową butelkę. Od rana krzątałam się, by z wszystkim zdążyć na czas, a i tak wyjeżdżaliśmy z domu 20 minut przed msza. Na początku Groszek siedział w nosidełku i ciekawie się rozglądał. Po znaku krzyża uczynionym przez księdza na czole, zasnął i śnił słodko aż do końca kazania. Gdy musieliśmy już podejść do ołtarza, Miki rozbudził się i było mu nie w smak, że od razu nie przystawiłam go do baru. Po chwili spokojnego leźenia na rękach u taty zaczął marudkować i jeszcze przed polaniem wodą rozpłakał się. Jako jedyny spośród pięciorga dzieci;-) o dziwo, woda na głowie zaciekawiła go, ale po chwili urządził regularny koncert. Rozśmieszyło mnie to, a potem biegiem wyciągałam butelkę. Miki nie jest przyzwyczajony do butli, więc mleko zniknęło w czeluściach jego ust w kilkanaście minut. Potem się uspokoił. I tak dotrwaliśmy do końca mszy. Potem pojechaliśmy z rodzicami, chrzestnymi i babcią na obiad do restauracji. Było elegancko i smacznie. Miki przespał swoją imprezę. Otrzymał w prezencie furę pięknych ciuszków, książki, płytę z muzyką, aniołka z Rosenthala i tysiąc pięćset złotych, więc dostanie matę edukacyjną, kombinezon zimowy i szczepionkę na pneumokoki.
czwartek, 2 października 2014
Za chwilę będę łysa
Włosy wypadają mi garściami. Czytałam jeszcze w ciąży, że po porodzie może się to przydarzyć, ale nie myślałam, że w tak szybkim tempie mogę pozbyć się tak dużej ilości mojej gęstej czupryny. Gruby dotąd warkocz robi się coraz cieńszy. Ponoć są za to odpowiedzialne hormony. Czekam więc cierpliwie aż się uspokoją, bo inaczej będę musiała się rozejrzeć za gustowną peruką;-)
P.s.
Miki zrobił wczoraj rano sam kupkę. I znowu cisza w pieluszce...
P.s.
Miki zrobił wczoraj rano sam kupkę. I znowu cisza w pieluszce...
poniedziałek, 29 września 2014
Uszkodziłam syna...
Szczerze przyznam, że nabroiłam. Pomimo ostrzeżeń położnej podałam Mikiemu Dicoflor, Biogaię i Delicol. Tak mu namieszałam w brzuszku, że najpierw miał wodniste kupki, a teraz, gdy odstawiłam wszystkie specyfiki, mój syn nie potrafi już sam zrobić kupki:-( w ubiegłym tygodniu trwało to aż trzy dni ciągiem. Przeszły problemy z dyschezją, a pozostał dużo poważniejszy klops... Położna stwierdziła, że probiotykami zachwiałam jego naturalną florę bakteryjną i poradziła, by dać mu czopki glicerynowe. I rzeczywiście, po nich Miki wypróżnił się bez problemu. Aż do wczorajszego wieczora... Czopek nic nie dał. Kupki nie zrobił przez całą niedzielę, w nocy i dziś też nic nie zwiastuje, by coś się zmieniło. Ponoć dzieci karmione piersią mogą nie wypróżniać się nawet kilka dni, bo mleko mamy zostaje całkowicie wchłonięte. Jest jeden warunek: dziecko tego nie odczuwa. A Miki niestety w nocy strasznie stękał i widać było, że z wysiłkiem chce pozbyć się brzuszkowego bólu. I nic. Dziś od rana też jest marudny. Odstawiłam czopki, by wreszcie Mikiemu przypomniało się, jak porządnie zadziałać. Boję się, że najpierw przyzwycził się, że probiotyki go przeczyszczają, a teraz czopki i będzie miał coraz większe problemy. Trudno..,Musimy się razem pomęczyć kilka dni i nocy, by wszystko wróciło do normy. I tylko mam do siebie wielki żal, że chciałam na siłę wyleczyć go z dyschezji zamiast po prostu poczekać:-(
Z innej beczki:
- we wtorek byliśmy w Gdańsku. Nasz aniołek przespał całą drogę nad morze, czyli ponad dwie godziny, a z powrotem był już chyba trochę wymęczony tym dniem, zapragnął karmienia dwa razy.
- czwartkowa wizyta u położnej przyniosła dwie informacje: Miki waży 5450 g i ma niestety atopowe zapalenie skóry. Muszę znaleźć migiem dobrego alergologa.
- z soboty na niedzielę po położeniu o 21, Miki pospał ciągiem aż do godz. 4. Myślę, że gdyby nie problemy z kupką, coraz częściej spałby aż tak długo.
- znaleźliśmy skuteczny środek na uspokojenie: pluszowy lew-grzechotka tak przyciąga wzrok synka, że każdy smuteczek ostatnio szybko przemija. Czekam tylko cierpliwie aż Miki wyciągnie sam po niego ręce.
Z innej beczki:
- we wtorek byliśmy w Gdańsku. Nasz aniołek przespał całą drogę nad morze, czyli ponad dwie godziny, a z powrotem był już chyba trochę wymęczony tym dniem, zapragnął karmienia dwa razy.
- czwartkowa wizyta u położnej przyniosła dwie informacje: Miki waży 5450 g i ma niestety atopowe zapalenie skóry. Muszę znaleźć migiem dobrego alergologa.
- z soboty na niedzielę po położeniu o 21, Miki pospał ciągiem aż do godz. 4. Myślę, że gdyby nie problemy z kupką, coraz częściej spałby aż tak długo.
- znaleźliśmy skuteczny środek na uspokojenie: pluszowy lew-grzechotka tak przyciąga wzrok synka, że każdy smuteczek ostatnio szybko przemija. Czekam tylko cierpliwie aż Miki wyciągnie sam po niego ręce.
poniedziałek, 22 września 2014
Dwa miesiące Groszka
Dziś o godzinie 17.26 minęły dwa miesiące od kiedy Groszek jest z nami:-)
- waży około 5200 g
- mierzy ok. 54 cm
- ma ogromne niebieskie oczy. Ewidentnie po babci i prababci, bo my z mężem mamy zielone;-)
- śpi w nocy od godziny 21. Pobudka na jedzonko jest ok. 3 (choć z piątku na sobotę zdarzyła się o 4.20, na co moje piersi odpowiedziały jednodniowych zapaleniem z temperaturą, dreszczami i bólem mięśni jak przy grypie) i po 5. Ostatecznie wstajemy po 6.30. Ja staram się kłaść około 22, więc jestem nadal bardzo wyspana. Czasami wieczorem, gdy nie czuję jeszcze zmęczenia oglądamy razem z mężem choć kawałek jakiegoś programu, bym i ja miała coś z życia. Ale przyznam szczerze, że telewizji przed snem mi nie brakuje, więc wolę się wyspać lub w tym czasie pomyć spokojnie naczynia.
- w dzień zdarzają się półgodzinne-godzinne drzemki, jednak ostatnio Groszek najlepiej śpi podczas spacerów, gdy jest nakarmiony pod korek lub podczas jazdy samochodem. W ogóle uwielbia nosidełko- potrafi w nim przespać z trzy godziny, jak już wyjątkowo jest taka potrzeba. Nie chcemy, by tak długo leżał w niewygodnej i złej dla kręgosłupa pozycji, ale koniecznością są wyjścia do lekarza czy na zakupy. Spacery przestały być horrorem. Teraz już wiem, że nie ma co na siłę jechać z płaczącej synkiem, tylko usiąść na ławce, dać mu cyca i spokojnie można dalej spacerować. A powietrze małemu służy.
- Miki powoli wyrasta z dyschezji. Zdarzają się już coraz rzadziej ataki, a pozostało jedynie nocne postękiwanie, gdy budzi się na karmienie. Skończył się nam Sab Simplex, a Bobotic forte raczej nie pomaga. Po Biogai i Dicoflorze mały dostał tak płynnych kupek, że zrezygnowałam z ich podawania.
- trzy zabawki z karuzelki: małpka, zebra i słoń to przyjaciele Mikołaja. Uśmiecha się, gdy tylko usłyszy znajomą melodyjkę i małe zoo zaczyna wirować mu nad głową. Potrafi wtedy kilkanaście minut leżeć tak wpatrzony i wodzić wzrokiem za kolorowymi zwierzątkami. Miki uczy się coraz dłuższego przebywania w swoim towarzystwie. Nie nauczyliśmy go noszenia, więc w łóżeczku potrafi poleżeć już dłuższą chwilę, gdy ja zajmuję się sobą lub domem.
- mamy bardzo towarzyskiego syna. Podczas wszystkich naszych wyjść, a jest ich coraz więcej, Mikołaj pięknie śpi. Nie przeszkadza mu hałas, więc gdy na przykład w minioną sobotę świętowaliśmy 40-stkę w domu koleżanki, nie uciekaliśmy do domu, gdy zrobiło się głośno, tylko posiedzieliśmy aż do godziny 23. A Miki po powrocie został przeniesiony z wózka do łóżeczka i chyba niewiele pamięta z imprezy;-) A zrobił furorę! Wszystkie kobiety aż piszczały, gdy widziały, jak słodko śpi. Nasz aniołek!
- coraz częściej na twarzy Mikołaja gości uroczy uśmiech. Odpowiada na nasz śmiech lub sam uśmiecha się, gdy patrzy na przykład w stronę okna. Uwielbia patrzeć na światło i to sprawia mu przyjemność. Poznaje już twarze i głosy, więc babcie są zakochane do szaleństwa we wnusiu, który posyła im zalotny uśmiech na powitanie.
- Mikołaj pięknie trzyma sam głowę. Nie cierpi leżeć na brzuszku, ale gdy już się go położy, wspina się na rękach przez kilkanaście sekund.
- kąpiele nie kończą się już płaczem.
- apetyt wciąż dopisuje. W czasie skoków rozwojowych nie odklejał się od piersi. Teraz staram się robić jak najdłuższe przerwy, które wykorzystujemy na zabawę lub zabiegi pielęgnacyjne. Udaje się na maksimum pół godziny. Karmienie za to skróciło sie do kilkunastu minut.
- Miki śpi już tylko w swoim łóżeczku.
A oto i jubilat;-)
- waży około 5200 g
- mierzy ok. 54 cm
- ma ogromne niebieskie oczy. Ewidentnie po babci i prababci, bo my z mężem mamy zielone;-)
- śpi w nocy od godziny 21. Pobudka na jedzonko jest ok. 3 (choć z piątku na sobotę zdarzyła się o 4.20, na co moje piersi odpowiedziały jednodniowych zapaleniem z temperaturą, dreszczami i bólem mięśni jak przy grypie) i po 5. Ostatecznie wstajemy po 6.30. Ja staram się kłaść około 22, więc jestem nadal bardzo wyspana. Czasami wieczorem, gdy nie czuję jeszcze zmęczenia oglądamy razem z mężem choć kawałek jakiegoś programu, bym i ja miała coś z życia. Ale przyznam szczerze, że telewizji przed snem mi nie brakuje, więc wolę się wyspać lub w tym czasie pomyć spokojnie naczynia.
- w dzień zdarzają się półgodzinne-godzinne drzemki, jednak ostatnio Groszek najlepiej śpi podczas spacerów, gdy jest nakarmiony pod korek lub podczas jazdy samochodem. W ogóle uwielbia nosidełko- potrafi w nim przespać z trzy godziny, jak już wyjątkowo jest taka potrzeba. Nie chcemy, by tak długo leżał w niewygodnej i złej dla kręgosłupa pozycji, ale koniecznością są wyjścia do lekarza czy na zakupy. Spacery przestały być horrorem. Teraz już wiem, że nie ma co na siłę jechać z płaczącej synkiem, tylko usiąść na ławce, dać mu cyca i spokojnie można dalej spacerować. A powietrze małemu służy.
- Miki powoli wyrasta z dyschezji. Zdarzają się już coraz rzadziej ataki, a pozostało jedynie nocne postękiwanie, gdy budzi się na karmienie. Skończył się nam Sab Simplex, a Bobotic forte raczej nie pomaga. Po Biogai i Dicoflorze mały dostał tak płynnych kupek, że zrezygnowałam z ich podawania.
- trzy zabawki z karuzelki: małpka, zebra i słoń to przyjaciele Mikołaja. Uśmiecha się, gdy tylko usłyszy znajomą melodyjkę i małe zoo zaczyna wirować mu nad głową. Potrafi wtedy kilkanaście minut leżeć tak wpatrzony i wodzić wzrokiem za kolorowymi zwierzątkami. Miki uczy się coraz dłuższego przebywania w swoim towarzystwie. Nie nauczyliśmy go noszenia, więc w łóżeczku potrafi poleżeć już dłuższą chwilę, gdy ja zajmuję się sobą lub domem.
- mamy bardzo towarzyskiego syna. Podczas wszystkich naszych wyjść, a jest ich coraz więcej, Mikołaj pięknie śpi. Nie przeszkadza mu hałas, więc gdy na przykład w minioną sobotę świętowaliśmy 40-stkę w domu koleżanki, nie uciekaliśmy do domu, gdy zrobiło się głośno, tylko posiedzieliśmy aż do godziny 23. A Miki po powrocie został przeniesiony z wózka do łóżeczka i chyba niewiele pamięta z imprezy;-) A zrobił furorę! Wszystkie kobiety aż piszczały, gdy widziały, jak słodko śpi. Nasz aniołek!
- coraz częściej na twarzy Mikołaja gości uroczy uśmiech. Odpowiada na nasz śmiech lub sam uśmiecha się, gdy patrzy na przykład w stronę okna. Uwielbia patrzeć na światło i to sprawia mu przyjemność. Poznaje już twarze i głosy, więc babcie są zakochane do szaleństwa we wnusiu, który posyła im zalotny uśmiech na powitanie.
- Mikołaj pięknie trzyma sam głowę. Nie cierpi leżeć na brzuszku, ale gdy już się go położy, wspina się na rękach przez kilkanaście sekund.
- kąpiele nie kończą się już płaczem.
- apetyt wciąż dopisuje. W czasie skoków rozwojowych nie odklejał się od piersi. Teraz staram się robić jak najdłuższe przerwy, które wykorzystujemy na zabawę lub zabiegi pielęgnacyjne. Udaje się na maksimum pół godziny. Karmienie za to skróciło sie do kilkunastu minut.
- Miki śpi już tylko w swoim łóżeczku.
A oto i jubilat;-)
piątek, 12 września 2014
I po szczepieniu
W ubiegły czwartek Groszek został zaszczepiony po raz drugi w życiu. Wcześniej przepytaliśmy wiele osób, w tym położną i znajomą lekarkę, jaką opcję wybrać: nfz-owską czy płatną skojarzoną 5 w 1. Opinie były różne, ale przeważały te, że nie warto płacić za szczepionki obowiązkowe, a za te pieniądze lepiej kupić te na pneumokoki i rotawirusy. I teź tak zrobiliśmy. Pojechaliśmy na umówioną godzinę, ale chwilę musieliśmy poczekać. W tym czasie Miki smacznie spał i obudził się, gdy zgłodniał na szczęście na tyle szybko, że przed wejściem zdążył jeszcze porządnie się najeść. Pediatra zbadała go. Synek ważył wtedy 4600 g i był całkiem zdrowy. Opowiedziałam jednak o dyschezji i lekarka postraszyła mnie, że może to być nietolerancja laktozy. Poleciła podać laktazę i Biogaję. Potem przeszliśmy do pokoju obok i pielęgniarka poleciła mi trzymać synka jak do karmienia, by lewą rękę mia po jej stronie. Podczas wkłucia Groszek był spokojny, zakwilił dopiero, gdy płyn rozplywal się w jego ramieniu. Przytuliłam go mocno i od razu się uspokoił. Spojrzał na mnie swoimi wielkimi niebieskimi oczami, a mi serce pękało. Pielęgniarka widząc, że Miki w ogóle nie płacze, przystąpiła do wkłuwania się w nogę. I znowu lekkie kwilenie, a po przytuleniu cisza. Po drugiej nóżce lekki dramat, ale pierś mamy działa cuda i po sekundzie na twarzy małego wymalował się spokój. I do domu. Bałam się gorączki, marudzenia i płaczu, ale nasz dzielny synek popołudnie po prostu przespał. Po ładnie przespanej nocy w piątek rano wybraliśmy się po raz pierwszy od porodu do mojej pracy. Miki oczywiście pięknie spał, czym spowodował wybuch matczynych i tacinych uczuć:-) A co dopiero się stało, gdy otworzył te swoje duż piękne oczy;-) Mój szef stwierdził, że chciałby synka, oczywiście w takim już wieku. Po nakarmieniu, przewinięciu i Pożegnaniu ruszyliśmy na spacer po parku. Przez dwie godziny pięknie spał. Pojechaliśmy jeszcze odwiedzić męża w pracy i wróciliśmy do domu. Popołudniu wpadła jeszcze moja mama. Za radą pediatry zaczęłam podawać Mikołajowi Dicoflor i Biogaję. I tak minął piątek. Niestety w nocy synek nam się zepsuł. Przez ból brzuszka budził się co godzinę. To pierwsza taka noc od narodzin, gdy się aż tak niewyspałam. Rano było jeszcze gorzej. Zrozumiałam, źe to przez laktazę. Od razu ją odstawiłam. Do popołudnia wszystko się unormowało. Wybraliśmy się więc na festyn śliwkowy pod miasto. Miki przespał cały wypad. Noc była już spokojniejsza. W niedzielę pojechaliśmy na działkę pożegnać sezon grillowy. Synek niewiele spał, częściej wisiał przy piersi. Zrozumiałam, że teraz zaczyna się kolejny skok rozwojowy i muszę się przygotować, że kolejne dni będą wyglądały podobnie. I nie pomyliłam się. W poniedziałek pojechaliśmy do biura parafialnego zarezerwować chrzest na 19 października. Dostaliśmy ochrzan od kobiety, że za szybko przyszliśmy, ale ksiądz wszedł w tej chwili do biura i nas przyjął. Nie mamy z mężem ślubu kościelnego, więc spodziewaliśmy się wymówek, ale nic takiego się nie stało. Młody ksiądz oczywiście zapytał o powód, ale na tym się skończyło. I cała wizyta trwała 5 minut. Potem jeszcze spacerek i do domu na obiad.
We wtorek popołudniu wybraliśmy się z Mikołajem na warsztaty dla mam. Oczywiście nasz aniołek przespał trzy godziny i na 5 minut przed końcem obudził się na karmienie. A ja wygrałam za dobrą odpowiedz na pytanie ręcznik kąpielowy, a w losowaniu zestaw "okołoporodowy", czyli wkładki laktacyjne, podkłady i kubki do mrożenia pokarmu. Podkłady już by mi się nie przydały, więc chciałam je oddać koleżance w ciąży, którą przypadkiem spotkałam na tych warsztatach. Ona wylosowała zabawkę dla dzieci od 9 miesiąca. Nie chciała wziąć podkładów, ale wcisnęła mi tę zabawkę, więc oddałam jej cały zestaw;-) Wróciliśmy prosto na czas kąpieli. Wszystko już czekało- mój perfekcyjny pan domu o to zadbał. Niestety, w nocy mały już był wyspany i budził się częściej niż zwykle.
W środę byliśmy na usg brzuszka. Wszystko z synkiem w porządku. Jestem baaaaaardzo szczęśliwa po tak dobrych wieściach:-) tylko powrót do domu popsuł mi tę radość. W środku miasta popsuł mi się samochód i musieliśmy czekać ponad dwie godziny na lawetę. Zdenerwowana przez taksówkarza, który zaczął na mnie krzyczeć, że stoję w niewłaściwym miejscu i wezwie straż miejską rozryczałam się. Na szczęście, mój aniołek mnie wspierał. Dwa razy go nakarmiłam i słodko spał. Gdyby i on płakał jak ja, dobiło by mnie to. A tak, wróciliśmy spokojnie do domu wózkiem i to był spacer Mikiego. A w nocy bajka- dziś obudził się jedynie o 2.30,5 i potem o 8. I jest spokojniutki- śpi grzecznie od dłuższego czasu bez bólu brzuszka i często się od rana uśmiecha:-) Kocham ten uśmiech!
We wtorek popołudniu wybraliśmy się z Mikołajem na warsztaty dla mam. Oczywiście nasz aniołek przespał trzy godziny i na 5 minut przed końcem obudził się na karmienie. A ja wygrałam za dobrą odpowiedz na pytanie ręcznik kąpielowy, a w losowaniu zestaw "okołoporodowy", czyli wkładki laktacyjne, podkłady i kubki do mrożenia pokarmu. Podkłady już by mi się nie przydały, więc chciałam je oddać koleżance w ciąży, którą przypadkiem spotkałam na tych warsztatach. Ona wylosowała zabawkę dla dzieci od 9 miesiąca. Nie chciała wziąć podkładów, ale wcisnęła mi tę zabawkę, więc oddałam jej cały zestaw;-) Wróciliśmy prosto na czas kąpieli. Wszystko już czekało- mój perfekcyjny pan domu o to zadbał. Niestety, w nocy mały już był wyspany i budził się częściej niż zwykle.
W środę byliśmy na usg brzuszka. Wszystko z synkiem w porządku. Jestem baaaaaardzo szczęśliwa po tak dobrych wieściach:-) tylko powrót do domu popsuł mi tę radość. W środku miasta popsuł mi się samochód i musieliśmy czekać ponad dwie godziny na lawetę. Zdenerwowana przez taksówkarza, który zaczął na mnie krzyczeć, że stoję w niewłaściwym miejscu i wezwie straż miejską rozryczałam się. Na szczęście, mój aniołek mnie wspierał. Dwa razy go nakarmiłam i słodko spał. Gdyby i on płakał jak ja, dobiło by mnie to. A tak, wróciliśmy spokojnie do domu wózkiem i to był spacer Mikiego. A w nocy bajka- dziś obudził się jedynie o 2.30,5 i potem o 8. I jest spokojniutki- śpi grzecznie od dłuższego czasu bez bólu brzuszka i często się od rana uśmiecha:-) Kocham ten uśmiech!
Subskrybuj:
Posty (Atom)







