Od dwóch dni uczę Mikiego zasypianiu w łóżeczku metodą Tracy Hogg. Dotąd jedyną opcją na sen była pierś. Chcę jednak, by synek mógł zostać uśpiony prze tatę lub babcię. Miałabym trochę więcej z życia...I tu zaczyna się historia napisana łzami, krzykiem, rzucaniem się w łóżeczku. Miki jest tak hardy, że woli w ogóle nie spać, niż samotnie zasnąć. Cały proces trwa nawet ponad godzinę i w końcu rezygnuję, bo Groszek jest już tak zapłakany, zmęczony i pobudzony, że nic by z tego nie wyszło. Wieczorem zasypia bz cyca, ale po prostu jest tak wyczerpany, że pada. Dlatego żaden to dla mnie sukces. Jestem już podłamana, ale jeszcze kilka dni będę twarda. Może Miki się w końcu złamie...
A teraz ciąg dalszy przedwczorajszej niespodzianki. Podczas jednej z prób uśpienia, usłyszałam wczoraj podejrzany dźwięk, coś jak tarcie. Pomyślałam, że coś synek znalazł i włożył do buzi. Natychmiast chciałam to wyjąć i gdy otworzyłam usta, zobaczyłam górną jedynkę. To ona w połączeniu z dolnymi jedynkami wydawała ten dziwny dźwięk. Groszek może się już więc pochwalić czterema zębami:-D
Za nami oczekiwanie na narodziny synka. Pojawił się na świecie 22 lipca 2014. Zapraszam do lektury opowieści o perypetiach Groszka i jego rodziców:)
Łączna liczba wyświetleń
czwartek, 12 marca 2015
wtorek, 10 marca 2015
Groszkowa niespodzianka
Cisza,cisza i bum! Jest! Trzeci ząb! Od czwartego miesiąca na niego czekaliśmy, gdy Mikiemu naraz wyszły dolne jedynki. A od dzisiejszego poranka jedynkom towarzyszy dolna dwójka. Przestaje mnie dziwić więc to, że synek ostatnio kiepsko śpi i stał się niejadkiem.
sobota, 28 lutego 2015
Groszek siedmiomiesięczniak
Ostatnie dni to rewolucja w życiu Groszka. Staje się chłopak coraz bardziej mobilny, a przynajmniej chciałby taki być. Nie usiedzi w miejscu zbyt długo, a już w ogóle odpada grzeczne siedzenie na kolanach.
Wczoraj wyciął mi taki numer, że teraz boję się go spuścić z oka. Po zmianie pieluszki odłożyłam go na sam środek materaca, na którym śpię. Wyszłam do łazienki umyć ręce. Trwało to może pół minuty. Wracam, a Miki siedzi pupą na pidłodze, głową i plecami oparty jest o materac i dobiera się do moich pluszowymi bamboszy w kształcie goryli. Natychmiast podbiegłam i podtrzymałam go, by nie uderzył łepetynką o parkiet. Jaki był z siebie dumny! Trzeba było widzieć ten uśmiech od ucha do ucha i błysk w oku!
Miki zaczął ochoczo przewracać się z pleców na brzuszek. Pokochał dzięki temu matę, która pozwala mu na harce. I tu następuje problem, bo chyba sam przewrót sprawia mu frajdę, bo po kilku minutach zadowolenia z przyjętej pozycji, zaczyna się pisk. Synek chciałby już ruszyć w świat, jednak póki co z jego mozolnych prób wychodzi swietnie jedynie obracanie się wokół własnej osi. Do przodu nie pozwalają ruszyć ręce, które nie chcą jeszcze współpracować z nogami. Ale jeszcze chwila, jeszcze moment i chłopaka nie zatrzymamy:-)
Co jeszcze u Groszka siedmiomiesięczniaka?
- nosi rozmiar 74-80
- pieluszki rozmiar 5
- mierzy ok. 74 cm
- waży ok. 10,5 kg
- uwielbia być boso, ściąga wszystkie skarpetki.
- w nocy budzi się od dwóch do nawet sześciu razy.
- je już wiele rzeczy i wszystko mu smakuje: indyk, dorsz, wędzona makrela, ziemniak, marchew, pietruszka, brukselka, jabłko, gruszka, banan, jajko, wszelkiego rodzaju kaszki. Pochłania pokarmy tak ładnie, że nawet śliniaczek nie jest potrzebny.
- pokochał gryzak w kształcie kotka, a pluszowy małpka potrafi go rozśmieszyć do niemalże histerii.
- śpi w ciągu dnia całkiem ładnie: około 10, potem na spacerze o 12 i jeszcze około 15,16. Wieczorem jest potem bardzo zmęczony i dość szybko zasypia.
- odkrył właściwości wody i chlapniesz nogami sprawia mu ogromną radość. Po kąpieli w wanience wody prawie nie ma: jest na podłodze i w dużej części na nas.
- nadal ma tylko dwa zęby, ale w kilku miejscach czuję już kolejne.
Wczoraj wyciął mi taki numer, że teraz boję się go spuścić z oka. Po zmianie pieluszki odłożyłam go na sam środek materaca, na którym śpię. Wyszłam do łazienki umyć ręce. Trwało to może pół minuty. Wracam, a Miki siedzi pupą na pidłodze, głową i plecami oparty jest o materac i dobiera się do moich pluszowymi bamboszy w kształcie goryli. Natychmiast podbiegłam i podtrzymałam go, by nie uderzył łepetynką o parkiet. Jaki był z siebie dumny! Trzeba było widzieć ten uśmiech od ucha do ucha i błysk w oku!
Miki zaczął ochoczo przewracać się z pleców na brzuszek. Pokochał dzięki temu matę, która pozwala mu na harce. I tu następuje problem, bo chyba sam przewrót sprawia mu frajdę, bo po kilku minutach zadowolenia z przyjętej pozycji, zaczyna się pisk. Synek chciałby już ruszyć w świat, jednak póki co z jego mozolnych prób wychodzi swietnie jedynie obracanie się wokół własnej osi. Do przodu nie pozwalają ruszyć ręce, które nie chcą jeszcze współpracować z nogami. Ale jeszcze chwila, jeszcze moment i chłopaka nie zatrzymamy:-)
Co jeszcze u Groszka siedmiomiesięczniaka?
- nosi rozmiar 74-80
- pieluszki rozmiar 5
- mierzy ok. 74 cm
- waży ok. 10,5 kg
- uwielbia być boso, ściąga wszystkie skarpetki.
- w nocy budzi się od dwóch do nawet sześciu razy.
- je już wiele rzeczy i wszystko mu smakuje: indyk, dorsz, wędzona makrela, ziemniak, marchew, pietruszka, brukselka, jabłko, gruszka, banan, jajko, wszelkiego rodzaju kaszki. Pochłania pokarmy tak ładnie, że nawet śliniaczek nie jest potrzebny.
- pokochał gryzak w kształcie kotka, a pluszowy małpka potrafi go rozśmieszyć do niemalże histerii.
- śpi w ciągu dnia całkiem ładnie: około 10, potem na spacerze o 12 i jeszcze około 15,16. Wieczorem jest potem bardzo zmęczony i dość szybko zasypia.
- odkrył właściwości wody i chlapniesz nogami sprawia mu ogromną radość. Po kąpieli w wanience wody prawie nie ma: jest na podłodze i w dużej części na nas.
- nadal ma tylko dwa zęby, ale w kilku miejscach czuję już kolejne.
sobota, 21 lutego 2015
Groszek w szpitalu
To miały być fajne, rodzinne Walentynki. Poszliśmy na długi spacer, dostałam nową orchideę do mej kolekcji. Wyjście do restauracji przelożyliśmy na niedzielę, by w razie awarii nie psuć komuś romantycznego nastroju;-) Wieczorem Miki dostał banana, a potem nasza klasyka: mycie, kremowanie, karmienie i sen. Byłam zmęczona aktywnym dniem, więc wzięłam szybki prysznic i o 22 byłam już w łóżku. Przed pójściem spać zajrzałam jeszcze do internetu i ani się obejrzałam, a zrobiła się 23. To pora, o której od urodzenia Mikiego praktycznie zawsze już kolejny raz przekładam się na drugi bok. I nagle z łóżeczka Mikiego słyszę dźwięk wymiotów. Podbiegam, wyciągam małego i wtedy nastały najgorsze minuty mojego życia: potrząsnęłam Mikim, a on był wiotki jak laleczka. Miał zamknięte oczy i nie dawał znaku życia. Zaczęłam wzywać męża i jednocześnie klepałam po plecach Mikiego, by wypadło mu z gardła to, co mu zalega i nie pozwala oddychać.Trwało to może minutę. Po tym czasie Miki otworzył wreszcie oczy i zaczął płakać. Nie wyobrażacie sobie jak wielki kamień spadł mi z serca! Wytarłam synka z wymiocin, a on po chwili był już radosny i śmiał sie od ucha do ucha, jakby nie był świadomy, co przed chwilą się wydarzyło. Migiem pojechaliśmy do szpitala, który się nami opiekuje od porodu. Tam lekarz zadecydował, że trzeba Mikiego zabrać do szpitala dziecięcego. Przyjechała po nas karetka. W izbie przyjęć czekaliśmy prawie godzinę nim zajął się nami lekarz. Flegmatyczny pan doktor zbadał Mikiego i na tamtą chwilę niczego niepokojącego nie widział, jednak zdecydował, że Miki musi trafić na oddział kardiologiczny, by zbadać, czy omdlenie podczas wymiotów nie było spowodowane problemami z serduszkiem, a poza tym, trzeba było sprawdzić, czy nie rozwinie się u synka pozachłystowe zapalenie płuc. Mikiemu założono dożylne wkłucie. Ile się biedak nacierpiał! Przez swoją masę najpierw trudno było wyszukać żyły, a jak już się jakaś znalazła, to szybko pękała. Podziurawiono więc mu głowę, nóżki i w końcu udało się w nadgarstku. Potem trafiliśmy do sali, gdzie byliśmy sami. Warunki były naprawdę niezłe, dostałam rozkładany fotel i mogłam zostać przy Groszku. Około drugiej Mikiemu podłączono antybiotyk. Miał dostać trzy dawki, które kończyły się co godzinę. Musiałam więc czuwać i wzywać pielęgniarkę. Miki był tak zmęczony, że migiem na szczęście zasnął. Następnego dnia zostaliśmy przeniesieni do sali obok, gdzie dostałam własne łóżko. Razem z nami był tam ośmiomiesięczny chłopiec z wadą serca. Niedziela minęła nam leniwie. Zabawiałam ciągle Mikiego, by mu się nie nudziło. W poniedziałek od rana zaczęły się badania: pomiar glukozy, echo serca, a potem założono synkowi aparat Holtera. We wtorek rentgen wykazał, że płuca Mikiego są czyste. Badania serduszka też niczego nie wykazały, więc z radością po godzinie 14 wróciliśmy do domu.
Do dziś, gdy myślę o sobotnich wydarzeniach, łzy napływają mi do oczu, bo nawet nie chcę myśleć, co by się wydarzyło, gdyby mnie wtedy nie było w pokoju albo nie usłyszałabym tych wymiotów. Opatrzność nad nami czuwała!
Do dziś, gdy myślę o sobotnich wydarzeniach, łzy napływają mi do oczu, bo nawet nie chcę myśleć, co by się wydarzyło, gdyby mnie wtedy nie było w pokoju albo nie usłyszałabym tych wymiotów. Opatrzność nad nami czuwała!
sobota, 7 lutego 2015
Hity i kity
Wczoraj w DDTVN znane mamuśki rozmawiały o tym, ile kosztuje wyprawka i co jest niezbędne, a co okazało się niewypałem. Przemyślałam podczas trzeciego nocnego karmienia, jak to z naszymi zakupami wypadło. I pokuszę się o takie zestawienie:
NASZE HITY:
- najzwyklejszy miękki przewijak za 30 zł, który kładziemy na komodzie, a podczas kąpieli na pralce. A pomyśleć, że chciałam wydać 200 zł na przenośny składany przewijak, który by tylko zagracił nam mieszkanie;-)
- karuzelka Taf Toys ze zwierzątkami prosto z Sawanny. Miki pokochał wręcz zebrę. Karuzelka ma piękne melodie i długograja, który przez pół godziny zabawia dziecko.
- wózek trzy w jednym Dorjan prestige dreamer. Ideał! Wielka gondola, która teraz nawet jest za duża na moją kluseczkę, wygodne i lekkie nosidełko, funkcjonalny stelaż. Niebawem przesiadamy się do sportówki, więc zobaczymy, jak ona się sprawuje.
- pieluszki Happy. Tylko w nich Mikiemu siusie nie przeciekają bokami.
- leżaczek Fisher Price. Nie mieliśmy w planach takiego zakupu, a to był błąd. Gdybyśmy nie dostali go za darmo, nie mielibyśmy tej odrobiny wolnego czasu, gdy Miki siedząc w nim ogląda swoje zabawki, a my w tym czasie jemy obiad lub myjemy naczynia.
- Bepanthen, którym smaruję pupę Mikiego po przebraniu pieluszki. Dzięki niemu nie mieliśmy problemu z odparzeniami nawet w tak upalne ubiegłoroczne lato.
- polarowy kombinezonik podarowany Mikiemu przez siostrę dziadka. Rośnie z synkiem i przydaje się, gdy jedziemy na zakupy do marketów. Dzięki niemu Groszek się nie przegrzewa, a kapturek chroni jego głowę.
- kocyk kupiony za grosze w Biedronce. Miki nie potrafi bez niego zasnąć.
A TERAZ RZECZY, KTÓRE OKAZAŁY SIĘ ZBĘDNYM WYDATKIEM:
- otulaczek. Miki użył go raz, góra dwa razy. Nienawidzi być skrępowany.
- gryzaki. Ząbkowanie dotyka nas dość boleśnie, ale gryzaki nie pomagają nam w walce. Zazwyczaj leżą na podłodze. Miki nie wie, jak się nimi obsłużyć, a w ogóle, to najlepsze są nasze palce;-)
- mata. Póki co służy tylko do leżenia na podłodze. Miki nie odkrył jej cudownych zabawek. Może gdyby raczkował lub leżał spokojnie na brzuchu, mata pomagałaby mu spędzać aktywnie czas.
- laktator Lovi prolactis Nie przechodziłam nawału dzięki memu mlekożerczemu synkowi. Zapasy zrobiłam może z sześć razy. Urządzenie to przydało mi się więc dotąd pewnie nie więcej niż z dziesięć razy. Mimo że to cudowny laktator i polecam go wszystkim mamom!
- wszelkiej maści smoczki. Nawet sprowadzony z Ameryki supersmok nie zasmakował Mikiemu. I dobrze! Miki poradził sobie bez tego cuda, a przynajmniej nie mamy problemu z odstawieniem.
- Sab Simplex - dawałam go Mikiemu, ale nigdy w stu procentach nie byłam przekonana, czy pomaga synkowi.
- Biogaia i Dicoflor- tylko namieszały w brzuszku i zaburzyły naruralną florę jelitową synka. A dyschezja sama musiała minąć.
NASZE HITY:
- najzwyklejszy miękki przewijak za 30 zł, który kładziemy na komodzie, a podczas kąpieli na pralce. A pomyśleć, że chciałam wydać 200 zł na przenośny składany przewijak, który by tylko zagracił nam mieszkanie;-)
- karuzelka Taf Toys ze zwierzątkami prosto z Sawanny. Miki pokochał wręcz zebrę. Karuzelka ma piękne melodie i długograja, który przez pół godziny zabawia dziecko.
- wózek trzy w jednym Dorjan prestige dreamer. Ideał! Wielka gondola, która teraz nawet jest za duża na moją kluseczkę, wygodne i lekkie nosidełko, funkcjonalny stelaż. Niebawem przesiadamy się do sportówki, więc zobaczymy, jak ona się sprawuje.
- pieluszki Happy. Tylko w nich Mikiemu siusie nie przeciekają bokami.
- leżaczek Fisher Price. Nie mieliśmy w planach takiego zakupu, a to był błąd. Gdybyśmy nie dostali go za darmo, nie mielibyśmy tej odrobiny wolnego czasu, gdy Miki siedząc w nim ogląda swoje zabawki, a my w tym czasie jemy obiad lub myjemy naczynia.
- Bepanthen, którym smaruję pupę Mikiego po przebraniu pieluszki. Dzięki niemu nie mieliśmy problemu z odparzeniami nawet w tak upalne ubiegłoroczne lato.
- polarowy kombinezonik podarowany Mikiemu przez siostrę dziadka. Rośnie z synkiem i przydaje się, gdy jedziemy na zakupy do marketów. Dzięki niemu Groszek się nie przegrzewa, a kapturek chroni jego głowę.
- kocyk kupiony za grosze w Biedronce. Miki nie potrafi bez niego zasnąć.
A TERAZ RZECZY, KTÓRE OKAZAŁY SIĘ ZBĘDNYM WYDATKIEM:
- otulaczek. Miki użył go raz, góra dwa razy. Nienawidzi być skrępowany.
- gryzaki. Ząbkowanie dotyka nas dość boleśnie, ale gryzaki nie pomagają nam w walce. Zazwyczaj leżą na podłodze. Miki nie wie, jak się nimi obsłużyć, a w ogóle, to najlepsze są nasze palce;-)
- mata. Póki co służy tylko do leżenia na podłodze. Miki nie odkrył jej cudownych zabawek. Może gdyby raczkował lub leżał spokojnie na brzuchu, mata pomagałaby mu spędzać aktywnie czas.
- laktator Lovi prolactis Nie przechodziłam nawału dzięki memu mlekożerczemu synkowi. Zapasy zrobiłam może z sześć razy. Urządzenie to przydało mi się więc dotąd pewnie nie więcej niż z dziesięć razy. Mimo że to cudowny laktator i polecam go wszystkim mamom!
- wszelkiej maści smoczki. Nawet sprowadzony z Ameryki supersmok nie zasmakował Mikiemu. I dobrze! Miki poradził sobie bez tego cuda, a przynajmniej nie mamy problemu z odstawieniem.
- Sab Simplex - dawałam go Mikiemu, ale nigdy w stu procentach nie byłam przekonana, czy pomaga synkowi.
- Biogaia i Dicoflor- tylko namieszały w brzuszku i zaburzyły naruralną florę jelitową synka. A dyschezja sama musiała minąć.
piątek, 30 stycznia 2015
Kasza gryczana górą!
No to już wiem, jakie upodobania kulinarne może mieć mój synek:-) Kleik ryżowy przyjął chłodno, ale z ciekawością. Druga była kaszka kukurydziana, która mu bardzo smakowała. Otwierał usta po kolejne żółte kuleczki, które formowałam, a on ze smakiem przeżuwał je i połykał. Potem nadeszła pora na kaszę jaglaną, która dla mnie samej jest ogromnym odkryciem. Miki jednak niezbyt ochoczo połykał kaszę, która ma trochę bardziej grudkową fakturę. Mi za to ona tak zasmakowała, że wpiszę ją do mojego menu, bo dla mnie jest zupełną nowością. Teraz jesteśmy na etapie kaszy gryczanej i to jest dopiero hit! Oczywiście, przecieram ją przez sito i podaję łyżeczką, bo trudno z niej zrobić danie metodą BLW. Miki wcina ją aż mu się uczy trzęsą! Wczoraj wieczorem po raz pierwszy zjadł całą miseczkę kaszki, którą mu przygotowałam. I obyście, dziewczyny, miały rację- Miki chyba dlatego budzi się tak często w nocy, bo jest głodny. Po tej misie jedzenia spał jak suseł od godziny 24 do 4 bez przerwy! Pobudki były tylko ok. 23.30, jak już wspomniałam- o 4, i potem dopiero o 6.30, a może i spałby dłużej potem, ale obudził go dźwięk odkurzacza, którego używano za oknem do odśnieżania...Gdy jeszcze go położyłam o 7, pospał do 8.30 i obudził nas uśmiechem. Oby tak dalej! Rano znów pochłonął miseczkę kaszki gryczanej. Potem wybraliśmy się do alergologa. Przełomu nie było- nadal muszę być na diecie bezmlecznej i bezsłodyczowej, bo to najbardziej szkodzi skórze Groszka. Po raz pierwszy Mikiemu trzeba było pobrać krew na panel, dzięki któremu dowiemy się, na co synek jest uczulony i dzięki temu od razu będziemy wiedzieli, czego się wystrzegać przy rozszerzaniu diety. Niestety, to wiązało się z płaczem tak smutnym, że aż ja uroniłam ukradkiem łzę. Groszek jest dużym chłopcem i trudno było znaleźć żyłę. Na szczęście, pielęgniarka była bardzo delikatna i konkretna zarazem. Zrobiła wszystko tak sprawnie, że mogliśmy szybciutko przytulić synka i ukoić jego ból, a pewnie bardziej strach.
Wczoraj byliśmy u doradcy laktacyjnego. Pani Ania rozpisała nam wprowadzanie mięsa, ryb i jajka. Za niecały miesiąc Miki spróbuje m.in. indyka, dorsza czy wędzoną makrelę. A co drugi dzień dostanie połowę jaja, taki farciarz;-) I otrzymaliśmy poradę, co zrobić z ząbkowaniem- mamy dać większą dawkę witaminy D, dzięki której zęby wyjdą szybciej i będzie po krzyku. Zobaczymy, czy ten sposób się sprawdzi.
A w niedzielę Miki dostanie pierwsze jabłuszko. Po kaszkowych doświadczeniach domyślam się, że synkowi bardzo smakują zdecydowane smaki, więc gotowane jabłko może wcale mu nie smakować. Potem wprowadzimy gluten- kaszkę manną, i tu także nie spodziewam się wielkiego zainteresowania. Pożyjemy, zobaczymy:-)
Wczoraj byliśmy u doradcy laktacyjnego. Pani Ania rozpisała nam wprowadzanie mięsa, ryb i jajka. Za niecały miesiąc Miki spróbuje m.in. indyka, dorsza czy wędzoną makrelę. A co drugi dzień dostanie połowę jaja, taki farciarz;-) I otrzymaliśmy poradę, co zrobić z ząbkowaniem- mamy dać większą dawkę witaminy D, dzięki której zęby wyjdą szybciej i będzie po krzyku. Zobaczymy, czy ten sposób się sprawdzi.
A w niedzielę Miki dostanie pierwsze jabłuszko. Po kaszkowych doświadczeniach domyślam się, że synkowi bardzo smakują zdecydowane smaki, więc gotowane jabłko może wcale mu nie smakować. Potem wprowadzimy gluten- kaszkę manną, i tu także nie spodziewam się wielkiego zainteresowania. Pożyjemy, zobaczymy:-)
środa, 28 stycznia 2015
Krzyk, płacz, nieprzespane noce
22 stycznia Miki stał się półroczniakiem. Od koleżanki, która pocieszała mnie w drugim miesiącu życia synka,gdy walczyliśmy z dyschezją, usłyszałam, że dziecko robi się fajne po ukończeniu szóstego miesiąca. Głupia uwierzyłam. Ktoś mi bowiem od tygodnia dziecko podmienił. Pal licho przespane noce- te od dłuższego czasu wyglądały jak bieg przez plotki: zasypiam, godzina snu i pobudka. Z niedzieli na poniedziałek w nocy Miki przebił swe dokonania: pospał z dwoma pobudkami do drugiej, a potem do piątej próbowałam go uśpić. Nie pomagało noszenie, lulanie, karmienie, zostawienie w spokoju...Gdy się poddałam, mąż wziął synka do innego pokoju, zapalił światło i oglądali razem mecz Australian Open. Około szóstej Miki zmęczył się na tyle, że zasnął mi przy piersi. Pospał godzinkę, pobudka, karmienie, a potem jeszcze dwie godziny snu. Przedwczoraj i wczoraj po ciężkim wieczorze dałam od razu przed usypianiem Groszkowi odrobinę paracetamolu. Poskutkowało. Budził się nie co godzinę, a co dwie;-)
A w dzień mamy w domu papugę. Jeśli sąsiedzi nas nie wywiozą na taczkach, to i tak wyłysiejemy z nerwów. Bo jak tu się nie przejmować, jak z gardła Mikiego co jakiś czas wychodzi okrutny krzyk, taki gardłowy. Jakby zobaczył ducha i się przeraził. Ale repertuar jest szerszy: są też piski-wrzaski, jęczenie-wrzaski i coś na kształt jęku zawodu po niestrzelonej bramce (oczywiście jako wrzask). No i oczywiście płacz w niebogłosy. Dom się trzęsie! A wszystko najwyraźniej przez ząbkowanie. Dwie jedynki na dole wyszły migiem, a u góry czuję kilka twardych miejsc. I tylko nie wiadomo kiedy i gdzie zobaczymy kolejnego zęba...
Próbujemy wszystkiego- dwa żele odpadły, Dentinox i Denti Baby. Camilia- zero skutku. Gryzaki- tylko latają i walają się po podłodze. Kupiłam nawet taką silikonową nakładkę na palec, która jednak przynosi odwrotny skutek: Miki jest jeszcze bardziej rozdrażniony po wyciągnięciu mojego palca z buzi.
Na szczęście, nie my pierwsi, nie ostatni:-) Przynajmniej czujemy, że jesteśmy rodzicami. Bo pomimo ogromnego zmęczenia fizycznego i psychicznego, to doświadczenie, które po latach pewnie będziemy wspominać z uśmiechem.
A na koniec pochwalę się: Miki nie płakał podczas ostatniego szczepienia. Lekko zakwilił przy wbijaniu, a gdy tylko wtulił się we mnie, uspokoił się. Za chwilę zaczął się nawet śmiać.
A w dzień mamy w domu papugę. Jeśli sąsiedzi nas nie wywiozą na taczkach, to i tak wyłysiejemy z nerwów. Bo jak tu się nie przejmować, jak z gardła Mikiego co jakiś czas wychodzi okrutny krzyk, taki gardłowy. Jakby zobaczył ducha i się przeraził. Ale repertuar jest szerszy: są też piski-wrzaski, jęczenie-wrzaski i coś na kształt jęku zawodu po niestrzelonej bramce (oczywiście jako wrzask). No i oczywiście płacz w niebogłosy. Dom się trzęsie! A wszystko najwyraźniej przez ząbkowanie. Dwie jedynki na dole wyszły migiem, a u góry czuję kilka twardych miejsc. I tylko nie wiadomo kiedy i gdzie zobaczymy kolejnego zęba...
Próbujemy wszystkiego- dwa żele odpadły, Dentinox i Denti Baby. Camilia- zero skutku. Gryzaki- tylko latają i walają się po podłodze. Kupiłam nawet taką silikonową nakładkę na palec, która jednak przynosi odwrotny skutek: Miki jest jeszcze bardziej rozdrażniony po wyciągnięciu mojego palca z buzi.
Na szczęście, nie my pierwsi, nie ostatni:-) Przynajmniej czujemy, że jesteśmy rodzicami. Bo pomimo ogromnego zmęczenia fizycznego i psychicznego, to doświadczenie, które po latach pewnie będziemy wspominać z uśmiechem.
A na koniec pochwalę się: Miki nie płakał podczas ostatniego szczepienia. Lekko zakwilił przy wbijaniu, a gdy tylko wtulił się we mnie, uspokoił się. Za chwilę zaczął się nawet śmiać.
wtorek, 20 stycznia 2015
Pierwszy posiłek Groszka
Cytując klasyka, nadejszla wiekopomna chwila. Miki dostał dziś pierwszy posiłek w życiu. Miało to nastąpić w czwartek,gdy skończy pół roku, ale tego dnia dostanie szczepionkę, więc nie chciałam mieszać dwóch nowości. Kleik zrobiłam z ugotowanego przetartego przez sito białego ryżu. Koleżanka doradziła,bym nie dodawała zbyt dużo mego mleka, bo enzymy sprawiają, że z kleiku robi się woda. Usadziliśmy Groszka w jego krzesełku, ubraliśmy w foliowy fartuszek i zaczęliśmy ceremonię. Pierwsza łyżeczka nie została przyjęta z entuzjazmem, ale też bez jakiegokolwiek sprzeciwu. Na twarzy Mikiego rysowało się raczej zdziwienie i bardzo absorbowało go nowe wdzianko. Druga łyżeczka to ciumkanie i sprawdzanie, co się stanie, jak wypluję tę papkę, a trzecia i czwarta zostały połknięte po bożemu,a synek sam po nie otworzył buzię. Czyli sukces;-)! A kaszka po godzinie rzeczywiście stała się wodnista. Koleżanki uprzedziły mnie też, że ich dzieci po kleiku dostały zatwardzenie. Miki zrobił już dziś po karmieniu dwie kupki, więc póki co nie zanosi się, by nowe danie go zakleiło. Zobaczymy;-)
Jejku, mój duży chłopak...Dopiero co go urodziłam, a już wprowadzam go w świat nowych smaków i to ode mnie zależy, co w przyszłości będzie jadł chętnie, bo będzie to znał od dzieciństwa. Czuję odpowiedzialność, radość i smutek jednocześnie. Nostalgicznie dziś w mej głowie;-)
A jutro wielka wizytacją u wszystkich babć: mojej i dwóch Mikiego. Dla nich to pierwsze takie święto w życiu.
Co jeszcze u nas? Mąż ma tygodniowy urlop, więc korzystam z częstszej wolności. Musiałam dziś załatwić przedłużenie urlopu, właśnie rozpoczynam rodzicielski. Przez kolejnych 26 tygodni będę towarzyszyć Mikiemu w dorastaniu:-)
Niestety, mąż ma urlop, a nam za ścianą zmienili się sąsiedzi i dźwięki cyklinowania, wymiany framug i kucia towarzyszą nam od rana.
A tu udokumentowany pierwszy posiłek:
Jejku, mój duży chłopak...Dopiero co go urodziłam, a już wprowadzam go w świat nowych smaków i to ode mnie zależy, co w przyszłości będzie jadł chętnie, bo będzie to znał od dzieciństwa. Czuję odpowiedzialność, radość i smutek jednocześnie. Nostalgicznie dziś w mej głowie;-)
A jutro wielka wizytacją u wszystkich babć: mojej i dwóch Mikiego. Dla nich to pierwsze takie święto w życiu.
Co jeszcze u nas? Mąż ma tygodniowy urlop, więc korzystam z częstszej wolności. Musiałam dziś załatwić przedłużenie urlopu, właśnie rozpoczynam rodzicielski. Przez kolejnych 26 tygodni będę towarzyszyć Mikiemu w dorastaniu:-)
Niestety, mąż ma urlop, a nam za ścianą zmienili się sąsiedzi i dźwięki cyklinowania, wymiany framug i kucia towarzyszą nam od rana.
A tu udokumentowany pierwszy posiłek:
poniedziałek, 5 stycznia 2015
Piąty miesiąc skończony
22 grudnia Miki skończył pięć miesięcy. Przez przygotowania do świąt wydarzenie to umknęło nam. A synek na każdym kroku nas zaskakuje. Zaczął namiętnie ćwiczyć siadanie. Nie lubi już zwykłego leżenia. Najchętniej cały czas siedziałby nam na kolanach lub chciał, byśmy mu podawali ręce i z ich pomocą z pozycji leżącej przechodzi do siedzenia utrzymując sztywno głowę i kręgosłup. Nie chcę zrobić mu krzywdy, więc nie wymuszam tych ćwiczeń, ale on sam nas do tego zachęca, więc myślę sobie, że jest już po prostu do tego gotowy. Co jeszcze u Mikołajka?
- Ząbki są już bardzo widoczne i jeśli przeczucie i objawy nas nie mylą, szykuje się kolejne wyżynanie.
- Jednym z ulubionych zajęć Mikiego jest łapanie się za stópki.
- Wskoczył w pieluszki rozmiaru 4 plus- tylko te dają mu komfort i nie krępują brzuszka.
- Nadal Mikiemu przyjemność sprawia obserwowanie karuzelki.
- synek nosi ciuszki rozmiaru 68 w górę. Wystrzelił nam tak, że szybko musiałam zrobić zakupy, bo o ile na ostatnie okazje Miki dostał mnóstwo bluzek, bluz i sweterków, to brakowało mu zwykłych spodenek i bodziaków.
- leżeniu na brzuszku nadal nie jest ulubionym zajęciem synka, ale odważnie już za każdym razem podnosi do góry głowę i stara się podnieść na rączkach. Wykonuje przy tym ruchy przypominające chęć ruszenia z miejsca.
- nawet największe zdenerwowanie Mikiego jest w stanie ukoić piosenka Na Wojtusia z popielnika. Czasami potrafi tak słuchać z pół godziny i dać mi dokończyć na przykład mycie naczyń. Gdy tylko milknę, on zaczyna marudkować.
- od niedawna uwielbia spać w wózku i dlatego ostatnio nawet nie boję się wyjść do kościoła, bo podczas mszy synka po prostu jakby nie było;-)
- w ciągu dnia drzemki obowiązkowe: ok. 12, 16 i niestety często przed 19.
- przygotowujemy się do rozszerzenia diety. Dziadkowie na święta zafundowali wnukowi krzesełko Chicco polly moon. Fajne! Z siedzenie w nim poczekamy jednak do rozpiczęcia czynności jedzenia, by Miki nie nauczył się, że to kolejne miejsce zabaw.
- Ząbki są już bardzo widoczne i jeśli przeczucie i objawy nas nie mylą, szykuje się kolejne wyżynanie.
- Jednym z ulubionych zajęć Mikiego jest łapanie się za stópki.
- Wskoczył w pieluszki rozmiaru 4 plus- tylko te dają mu komfort i nie krępują brzuszka.
- Nadal Mikiemu przyjemność sprawia obserwowanie karuzelki.
- synek nosi ciuszki rozmiaru 68 w górę. Wystrzelił nam tak, że szybko musiałam zrobić zakupy, bo o ile na ostatnie okazje Miki dostał mnóstwo bluzek, bluz i sweterków, to brakowało mu zwykłych spodenek i bodziaków.
- leżeniu na brzuszku nadal nie jest ulubionym zajęciem synka, ale odważnie już za każdym razem podnosi do góry głowę i stara się podnieść na rączkach. Wykonuje przy tym ruchy przypominające chęć ruszenia z miejsca.
- nawet największe zdenerwowanie Mikiego jest w stanie ukoić piosenka Na Wojtusia z popielnika. Czasami potrafi tak słuchać z pół godziny i dać mi dokończyć na przykład mycie naczyń. Gdy tylko milknę, on zaczyna marudkować.
- od niedawna uwielbia spać w wózku i dlatego ostatnio nawet nie boję się wyjść do kościoła, bo podczas mszy synka po prostu jakby nie było;-)
- w ciągu dnia drzemki obowiązkowe: ok. 12, 16 i niestety często przed 19.
- przygotowujemy się do rozszerzenia diety. Dziadkowie na święta zafundowali wnukowi krzesełko Chicco polly moon. Fajne! Z siedzenie w nim poczekamy jednak do rozpiczęcia czynności jedzenia, by Miki nie nauczył się, że to kolejne miejsce zabaw.
niedziela, 4 stycznia 2015
Nasz grudzień
Ostatni sensowny post napisałam 3 grudnia. Od tego momentu czas chyba przyspieszył...6 grudnia obchodziliśmy pierwsze imieniny Mokołajka. Połączyliśmy je z imprezą imieninową męża i przez to cały weekend przyjmowaliśmy gości. Mój tata i mąż mogli wreszcie wypić za zdrowie Mikiego, bo od narodzin jakoś nie było ku temu okazji. Spędziłam więc w kuchni trochę czasu, by coś solidnego im przygotować do jedzenia. Synek dostał jak zwykle mnóstwo ciuszków, wielkiego misia większego od niego samego i pieniądze, które jak zwykle odłożyliśmy na konto oszczędnościowe.
Po mikołajkach ruszyły z kopyta świąteczne przygotowania. Wigilia nie mogła odbyć się gdzie indziej, jak tylko u nas. Pierwsza choinka, pierwsza kolacja, dzielenie się opłatkiem. Pierwsze święta z Mikim. Oznaczało to jednak mnóstwo czasu spędzi ego w kuchni. Synek dzielnie mi towarzyszył. Powstały więc pierogi, uszka, a nawet pierniczki. Większość zakupów prezentowych zrobiłam przez internet, co bardzo mi pomogło. Dzięki temu tylko raz musieliśmy z Mikim wybrać się do galerii handlowej, czego wprost nienawidzę. Te tłumy mnie przerażają. I tak odstaliśmy godzinę w Empiku po odbiór paczki... Po choinkę wybraliśmy się tydzień przed świętami i dzięki temu, że padał deszcz,mogliśmy samotnie wręcz wybierać. Udało nam się znaleźć przepiękne drzewko! Dzień przed Wigilią ugotowałam barszcz, kapustę z grzybami, zrobiłam ryby w occie i śledzie w oleju.
Wigilia rozpoczęła się dla mnie o godzinie ósmej. Karmienie małego i do kuchni. Wstawiłam zupę owocową, groch z kapustą, zamoczyłam śledzie, pokroiłam do nich cebulę. Gdy znalazłam juź chwilę wolnego czasu, ubraliśmy choinkę. Było już po 13, gdy przyszła mama, którą poprosiłam o pomoc. Dzięki niej kolacja była gotowa na czas,bo choć Miki był najgrzeczniejszym dzieckiem świata i siedział sobie w leżaczku z nami w kuchni, musiałam go przecież karmić co godzinę, a po 15 Miki uciął sobie drzemkę podczas jedzenia. Gdy wszyscy goście przybyli, Mikołaj był bardzo onieśmielony, bo jeszcze aż dziewięciu osób w jednym naszym pokoju nie widział. Gdy zaczęliśmy składać sobie życzenia, Groszek po prostu się rozpłakał. Usiadłam,utuliłam go i z nim na kolanach przystąpiłam do jedzenia. W przeciwieństwie do roku poprzedniego, gdy byłam w ciąży i mało co zjadłam, w tym roku byłam głodna jak wilk! Zjadłam więc pewnie najwięcej z wszystkich! I tylko co chwilę słyszałam żale, że niby dziecko tak patrzy jak my jemy, a ja mu nic nie daję. Próbowałam te uwagi puszczać pomimo uszu.
A potem nastąpiło wyczekiwane wręczanie prezentów. Dostałam wiele pięknych prezentów, ale z jednego jestem baaaaaardzo zadowolona: dostałam świetny aparat, dzięki któremu będę mogła dokumentować każdy nowy dzień, bo na mojej komórce już brakuje miejsca;-) Miki dostał pierwsze zabawki, wcześniej nie chcieliśmy go nimi zasypywać, ale wiadomo- Gwiazdor nie pyta, tylko kupuje;-) Trochę więc jeszcze poczeka na przykład Hula Kula na zabawę z Mikim, grające kluczyki są na razie zbyt głośne, a dżdżownica z rozkładanymi elementami zacznie się synkowi podobać pewnie dopiero, gdy mały zrozumie, że wszystko to można dowolnie przekładać. Ale jest prezent, który od razu Mikiemu orzypadł do gustu: grająca delikatną melodię krowa w pastelowych barwach. Groszek uśmiecha się na jej widok.
A gościom bardzo spodobał się prezent, który specjalnie na tę okazję stworzyłam i zamówiłam: kalendarz ze zdjęciami Mikiego. Zachwytom nie było końca, więc mogę być z siebie choć trochę dumna;-)
Jestem też dumna z mojego Syneczka. Po kolacji stał się najbardziej roześmianym domownikiem. Oczywiście to przyprawiało też uśmiechu na twarzy innym, dzięki czemu posiedzieliśmy w dobrych humorach aż do 22. Potem kąpiel i Miki padł. Spał ze swoimi przerwami o 24,3,5 i 7 aż do 10.30. Na śniadanie jechaliśmy do teściowej. U niej spędziliśmy cały dzień. Drugi dzień świąt był gonitwą. Na 14 jechaliśmy na obiad do mojej babci, potem na kolację do rodziców, a na 20 do znajomych na tradycyjną imprezę powigilijną.
Sylwestra postanowiliśmy spędzić sami w domu. Przy chipsach i Karmi dotrwaliśmy do północy. W tym czasie Miki słodko spał nie zważając na hałasy za oknem. Gdy nastał 2015, złożyliśmy sobie z mężem życzenia i weszliśmy do pokoju synka, który obudził się, owszem, ale na karmienie;-) Mąż obdzwaniał więc rodzinę, a ja siedziałam w pokoiku, karmiłam Mikiego, który gdy tylko zapełnił brzuszek, spokojnie znowu odpłynął. I ze swoimi stałymi już pobudkami dospał do 10. 1 stycznia pojechaliśmy do znajomych pod miasto. Miki był jak zwykle bardzo grzeczny, czym ucieszył gospodarzy, którzy mają dwie córki, a jedna z nich wprost nie mogła się odkleić od małego chłopca nazywając go czule słodziaczkiem.
I tak w skrócie minął nam czas od ostatniego wpisu. Niestety, choć Miki to najgrzeczniejszy, najsłodszy i najbardziej uśmiechnięty chłopiec, coś nam skutecznie popsuło nastrój po cudownych świętach. Już 26 na skórze Mikiego pijawiły się czerwone plamy, które strasznie go swędziały. Do tego stopnia, że na głowie podrapał się do krwi. Zaczerwieniona były też plecy, ręce i nóżki, a na szyi wyskoczyły krostki. Wszystko to oznaczało, że nastąpiło zaostrzenie AZS lub coś podziałało na Mikiego alergizująco. Winiłam zjedzoną przeze mnie dzień wcześniej mandarynkę lub choinkę. W ruch poszły więc emulsja micelarna, krem z hydrokortyzonem i krem do skóry atopowej. Dziś skóra wygląda lepiej, niestety, na plecach wciąż pijawiają się czerwone plamy, łydki są szorstkiej, a na szyi pozostało kilka krostek. Walczymy więc dalej. Kupiłam Fenistil w kropelkach, więc przy wielkim ataku drapania, podaję synkowi trzy kropelki. To działa.
Po mikołajkach ruszyły z kopyta świąteczne przygotowania. Wigilia nie mogła odbyć się gdzie indziej, jak tylko u nas. Pierwsza choinka, pierwsza kolacja, dzielenie się opłatkiem. Pierwsze święta z Mikim. Oznaczało to jednak mnóstwo czasu spędzi ego w kuchni. Synek dzielnie mi towarzyszył. Powstały więc pierogi, uszka, a nawet pierniczki. Większość zakupów prezentowych zrobiłam przez internet, co bardzo mi pomogło. Dzięki temu tylko raz musieliśmy z Mikim wybrać się do galerii handlowej, czego wprost nienawidzę. Te tłumy mnie przerażają. I tak odstaliśmy godzinę w Empiku po odbiór paczki... Po choinkę wybraliśmy się tydzień przed świętami i dzięki temu, że padał deszcz,mogliśmy samotnie wręcz wybierać. Udało nam się znaleźć przepiękne drzewko! Dzień przed Wigilią ugotowałam barszcz, kapustę z grzybami, zrobiłam ryby w occie i śledzie w oleju.
Wigilia rozpoczęła się dla mnie o godzinie ósmej. Karmienie małego i do kuchni. Wstawiłam zupę owocową, groch z kapustą, zamoczyłam śledzie, pokroiłam do nich cebulę. Gdy znalazłam juź chwilę wolnego czasu, ubraliśmy choinkę. Było już po 13, gdy przyszła mama, którą poprosiłam o pomoc. Dzięki niej kolacja była gotowa na czas,bo choć Miki był najgrzeczniejszym dzieckiem świata i siedział sobie w leżaczku z nami w kuchni, musiałam go przecież karmić co godzinę, a po 15 Miki uciął sobie drzemkę podczas jedzenia. Gdy wszyscy goście przybyli, Mikołaj był bardzo onieśmielony, bo jeszcze aż dziewięciu osób w jednym naszym pokoju nie widział. Gdy zaczęliśmy składać sobie życzenia, Groszek po prostu się rozpłakał. Usiadłam,utuliłam go i z nim na kolanach przystąpiłam do jedzenia. W przeciwieństwie do roku poprzedniego, gdy byłam w ciąży i mało co zjadłam, w tym roku byłam głodna jak wilk! Zjadłam więc pewnie najwięcej z wszystkich! I tylko co chwilę słyszałam żale, że niby dziecko tak patrzy jak my jemy, a ja mu nic nie daję. Próbowałam te uwagi puszczać pomimo uszu.
A potem nastąpiło wyczekiwane wręczanie prezentów. Dostałam wiele pięknych prezentów, ale z jednego jestem baaaaaardzo zadowolona: dostałam świetny aparat, dzięki któremu będę mogła dokumentować każdy nowy dzień, bo na mojej komórce już brakuje miejsca;-) Miki dostał pierwsze zabawki, wcześniej nie chcieliśmy go nimi zasypywać, ale wiadomo- Gwiazdor nie pyta, tylko kupuje;-) Trochę więc jeszcze poczeka na przykład Hula Kula na zabawę z Mikim, grające kluczyki są na razie zbyt głośne, a dżdżownica z rozkładanymi elementami zacznie się synkowi podobać pewnie dopiero, gdy mały zrozumie, że wszystko to można dowolnie przekładać. Ale jest prezent, który od razu Mikiemu orzypadł do gustu: grająca delikatną melodię krowa w pastelowych barwach. Groszek uśmiecha się na jej widok.
A gościom bardzo spodobał się prezent, który specjalnie na tę okazję stworzyłam i zamówiłam: kalendarz ze zdjęciami Mikiego. Zachwytom nie było końca, więc mogę być z siebie choć trochę dumna;-)
Jestem też dumna z mojego Syneczka. Po kolacji stał się najbardziej roześmianym domownikiem. Oczywiście to przyprawiało też uśmiechu na twarzy innym, dzięki czemu posiedzieliśmy w dobrych humorach aż do 22. Potem kąpiel i Miki padł. Spał ze swoimi przerwami o 24,3,5 i 7 aż do 10.30. Na śniadanie jechaliśmy do teściowej. U niej spędziliśmy cały dzień. Drugi dzień świąt był gonitwą. Na 14 jechaliśmy na obiad do mojej babci, potem na kolację do rodziców, a na 20 do znajomych na tradycyjną imprezę powigilijną.
Sylwestra postanowiliśmy spędzić sami w domu. Przy chipsach i Karmi dotrwaliśmy do północy. W tym czasie Miki słodko spał nie zważając na hałasy za oknem. Gdy nastał 2015, złożyliśmy sobie z mężem życzenia i weszliśmy do pokoju synka, który obudził się, owszem, ale na karmienie;-) Mąż obdzwaniał więc rodzinę, a ja siedziałam w pokoiku, karmiłam Mikiego, który gdy tylko zapełnił brzuszek, spokojnie znowu odpłynął. I ze swoimi stałymi już pobudkami dospał do 10. 1 stycznia pojechaliśmy do znajomych pod miasto. Miki był jak zwykle bardzo grzeczny, czym ucieszył gospodarzy, którzy mają dwie córki, a jedna z nich wprost nie mogła się odkleić od małego chłopca nazywając go czule słodziaczkiem.
I tak w skrócie minął nam czas od ostatniego wpisu. Niestety, choć Miki to najgrzeczniejszy, najsłodszy i najbardziej uśmiechnięty chłopiec, coś nam skutecznie popsuło nastrój po cudownych świętach. Już 26 na skórze Mikiego pijawiły się czerwone plamy, które strasznie go swędziały. Do tego stopnia, że na głowie podrapał się do krwi. Zaczerwieniona były też plecy, ręce i nóżki, a na szyi wyskoczyły krostki. Wszystko to oznaczało, że nastąpiło zaostrzenie AZS lub coś podziałało na Mikiego alergizująco. Winiłam zjedzoną przeze mnie dzień wcześniej mandarynkę lub choinkę. W ruch poszły więc emulsja micelarna, krem z hydrokortyzonem i krem do skóry atopowej. Dziś skóra wygląda lepiej, niestety, na plecach wciąż pijawiają się czerwone plamy, łydki są szorstkiej, a na szyi pozostało kilka krostek. Walczymy więc dalej. Kupiłam Fenistil w kropelkach, więc przy wielkim ataku drapania, podaję synkowi trzy kropelki. To działa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
