Łączna liczba wyświetleń

piątek, 14 marca 2014

Sprawa brzucha - szczęśliwe zakończenie:)

Chyba wpadłam na to, co mogło się wywoływać moją wysypkę. Wczoraj wieczorem przestałam zupełnie smarować brzuch kremami, tylko regularnie przemywałam go zwykłą wodą. Efekt? Przespałam spokojnie całą noc, wysypka przestała być czerwona, a dziś przez cały dzień mam spokój ze swędzeniem. Najprawdopodobniej zbyt dużą ilość oliwki wsmarowywałam w brzuch przeciwko rozstępom i skóra sobie nie poradziła. Teraz odczekam jeszcze kilka dni nim wrócę do dbania o brak rozstępów i oczywiście zrezygnuję z oliwki-przejdę do łagodniejszego kremu. Używałam go od początku ciąży i krzywdy mi nie zrobił, a kilkanaście dni temu kupiłam z tej samej rossmanowskiej serii oliwkę, ale jak widać-wyszła mi bokiem, a precyzyjniej- brzuchem;) Jeszcze do lipca pewnie wiele rzeczy mnie zaskoczy, ale na szczęście ta przygoda zakończyła się happy endem.

czwartek, 13 marca 2014

Ratunku!!!Swędzi mnie brzuch!!!

Wczoraj wieczorem ni stąd, ni zowąd pojawił się na moim brzuchu uśmiech. Niestety, nie jest to nic przyjemnego, a po prostu czerwona wysypka, która umiejscowiona jest pod pępkiem od lewej do prawej strony i na wysokości pępka właśnie się kończąca. Co więcej, swędzi to niemiłosiernie. Od razu wypiłam wapno, które zawsze mi pomagało przy alergiach i posmarowałam te miejsca dodatkowo moją oliwką. Niestety, nic nie pomogło. W nocy budziłam się kilka razy. W ciągu dnia na szczęście, gdy zapominałam o czerwonej wysypce na brzuchu, swędzenie ustawało. Poczytałam sobie, że takie stany są w ciąży naturalne przy rozciągającej się skórze. Trochę się martwię. Wiem, że to nie może być cholestaza czy inne straszne ustrojstwo, ale mimo wszystko to pojawiło się tak nagle, że nie wiem, co o tym myśleć. Postanowiłam, że jeszcze dziś dam sobie czas na reakcję organizmu, ale jeśli jutro nadal będzie tak swędzieć, to zadzwonię do gin. Jeśli ona mnie uspokoi, to ok. A jak powie, że mam reagować, to zadziałam. Trzymajcie kciuki, by jutro rano było już po kłopocie;)

środa, 12 marca 2014

Mamuśka ześwirowała

Z moich przedbożonarodzeniowych wpisów wiecie, że jestem fanką świąt. Dlatego choć do Wielkanocy jeszcze mnóstwo czasu, w mojej głowie już zapanowała odpowiednia atmosfera:) Wiem, wiem- ześwirowałam;-)
 Zaplanowałam już nawet i omówiłam z rodziną, jak ten czas ma wyglądać. Śniadanie zjem razem z mężem, teściową i szwagierką, a w poniedziałek pojedziemy do moich rodziców na obiad. Logistycznie posiłek będzie mi łatwiej przygotować niż na Wigilię, bo do wykarmienia są tylko cztery osoby-nie dziesięć:) Już się nie mogę doczekać tego czasu! Uwielbiam obrzędy Wielkiego Tygodnia i oczywiście tradycyjnie już nie odmówię sobie chodzenia codziennie do kościoła na nabożeństwa. Nie jestem osobą przesadnie religijną, ale ten czas nieodłącznie kojarzy mi się właśnie  z duchowymi przeżyciami. Na cały Wielki Tydzień zaklepałam już sobie wolne, więc będę miała czas na niespieszne sprzątanie, gotowanie i właśnie na wprowadzanie się w klimat i sens Wielkanocy. W sobotę oczywiście pójdziemy z mężem do kościoła z koszyczkiem. On zawsze śmieje się ze mnie, bo u niego w domu święconka składała się jedynie z jajka, kawałka szynki, chleba i soli. A ja wkładam tam cały stół:D Musi być baranek z masła, babeczka, czekoladowy kurczaczek, chrzan, pieczone mięso, biała kiełbasa, pomarańcz, ocet, a nawet galart :D Oczywiście chleb, sól i jajko to podstawa. Sami widzicie, że przy takim ekwipunku, nasz koszyk musi być bardzo obszerny;) Stroję go gałązkami bukszpanu i białą serwetą. Zawartość po poświęceniu ląduje na talerzu i w niedzielę jest podstawą śniadania. Rozpisałam się na temat moich zwyczajów, a przecież na bieżąco będę Wam zdawać relację m.in. z pieczenia mazurka, który od kilku lat jest moim popisowym wypiekiem:) Tymczasem już wczoraj sprawdziłam, co z moją drewnianą foremką do baranka z masła. Kupiłam ją dwa lata temu przez internet i chyba się zepsuła. Nie wiem, gdzie popełniłam błąd, bo drewno lekko się wygięło i dwie części nie przylegają do siebie tak idealnie. W ubiegłym roku miałam przez to mały problem, bo baranek wyszedł krzywy. Niestety-przez rok nic się nie zmieniło;) Zamówię więc w najbliższym czasie jeszcze jedną foremkę, bo kosztuje niewiele-z przesyłką do 20 zł, a przynajmniej się nie namęczę.
Przestaję Was już nękać moją przedświąteczną gorączką;) Czas wrócić do przyziemnych spraw takich jak obiad czy sprzątanie...A Groszek ma dziś chyba dzień relaksu i tylko ok. 12 dał o sobie znać.         

poniedziałek, 10 marca 2014

Kopniaki na dzień kobiet

O tym, że "mój syn będzie piłkarzem" słyszałam często od kobiet w ciąży spodziewających się chłopca i delikatnie pod nosem się z tego podśmiewałam, bo przecież czy dziewczynka kopie inaczej niż chłopiec:)? Wiadomo przecież, że na poziomie rozwoju ciąży w 20-21 tygodniu można już spokojnie poczuć ruchy dziecka, a płeć nie ma tu nic do rzeczy. Ja pierwsze mizianie w okolicach pępka poczułam bardzo szybko-około 17 tygodnia. Ale Groszek postanowił mi udowodnić, że jest już dużym mężczyzną i od soboty kilka razy dziennie porządnie mamuśce przywala;) Wczoraj zrobił to już tak mocno, że aż byłam w szoku. Pierwsza ciąża to coraz to nowsze odkrycia i radości z najdrobniejszych zmian. A ile frajdy te kopniaki mi dostarczają :D! Fakt, bardzo rzadko udaje mi się uchwycić moment tego wariactwa i gdy kładę pospiesznie rękę męża na brzuchu, nic już nie czuć. Mały czuje chyba uspokajającą moc dotyku tatusia. Oby uspokajał się też tak pięknie już w jego ramionach;)
Co jeszcze u nas? Wreszcie się pięknie wysypiamy :D Poduszka przynosi oczekiwane rezultaty i teraz budzę się maksymalnie raz. Używam jej też do leniuchowania w trakcie dnia. Ach, taki wypoczynek to czysta przyjemność;)
Dziś zrobiłam sobie badanie krwi: wszystko niby ładnie, pięknie, ale hematokryt i hemoglobina delikatnie poniżej normy. Podczas poprzedniej wizyty moja gin zapewniała mnie, że tak niskie odchyły to nic groźnego, więc teraz też się nie stresuję:) Czujemy się rewelacyjnie, apetyt nam dopisuje i wreszcie wróciłam do wagi sprzed ciąży! Teraz będziemy już tyć:)
W sobotę od męża dostałam w prezencie książkę o przygodach Mikołajka, by czytać synkowi. Pierwszy rozdział przeczytał jednak tatuś. Opowieść była tak śmieszna, że sama się dobrze bawiłam. Dziś moja kolej:)
 

piątek, 7 marca 2014

Cudowną poduszkę mam:-)

Od kilku długich tygodni budzę się 5-6 razy w nocy. Robię to, ponieważ z czasów sprzed ciąży mam bardzo zły nawyk spania na brzuchu i tak bardzo boję się, że zrobię Groszkowi krzywdę przez przypadek, że każdy obrót z boku na bok kończył się dotąd przebudzeniem. Nie muszę mówić, jak zmęczona wstawałam każdego poranka. Chcąc jako tako wyglądać w pracy, musiałam spędzić w łazience trochę więcej czasu niż zwykle. A że jestem śpiochem, każde wydarte pięć minut snu to mały dramat;-) Wyczytałam w internecie, że istnieje sposób na moje nocne pobudki: poduszka dla kobiet w ciąży. Ma kształt cyfry 9, więc można ją tak ułożyć wokół ciała, by podtrzymywała plecy i brzuszek, a końcówka służy za klin pomiędzy nogi, by biodra odpoczywały w dobrej pozycji. Wybrałam taką firmy Poofi, ponieważ jest uszyta z mięciutkiego materiału- takiego misiowego;-), a w środku wypełniona jest silikonem, dzięki czemu nie będzie się szybko odkształcać. Ma dwie strefy- twardą i miękką. Pokrowiec można ściągnąć i wyprać, a że jestem alergikiem, jest to dla mnie bardzo ważne. No i jest ładna kolorystycznie- nie to, co w przypadku firmy Motherhood. Tyle teorii, teraz praktyka. Pierwsza noc za mną. I sukces! Obudziłam się tylko dwa razy! Przespałam całą noc na lewym boku, co w naszym przypadku jest bardzo ważne i czuję się bardzo wypoczęta:-) mam nadzieję, że dziś będzie co najmniej tak samo łatwo i przez dobry sen zregeneruję się po piątkowych dość forsujących jak na ciężarną ćwiczeniach:-) Trenowałyśmy z wykorzystaniem piłek i ciężarków szczególnie mięśnie rąk, ud i pośladków. Powoli dopadają mnie pierwsze bóle, bo to był mój drugi raz na fitnessie po dwutygodniowym chorobowym. W środę powitała mnie Zumba z elementami bachaty. Ale się wytańczyłam- aż Groszkowi się udzieliło;-) A oto mój nabytek:

poniedziałek, 3 marca 2014

Jesteśmy na półmetku

Rozpoczęliśmy właśnie 20. tydzień ciąży:) Aż strach pomyśleć, jak szybko ten czas upłynął... A ile pięknych wspomnień przyniosły te ponad cztery miesiące! Od radości po zobaczeniu drugiej fioletowej kreski, przez rozwój naszego Groszka dokumentowany zdjęciami USG, po wydatny brzuszek, który coraz śmielej od środka jest kopany, głaskany, roztańczony. W sobotę wybraliśmy się z mężem na koncert Myslovitz. Wiedziałam, że hałas za bardzo się Groszkowi nie spodoba, więc usiedliśmy daleko od sceny. Na nic to. W trakcie koncertu jeszcze tego tak mocno nie odczuwałam, ale gdy tylko wyszliśmy, poczułam małą rewolucję. Na początku miałam wyrzuty sumienia, że nasz synek musiał strasznie bać się tych odgłosów, ale rozmawiałam z kilkoma koleżankami, które niedawno urodziły i one przyznały, że przez całe 9 miesięcy nie odmawiały sobie niczego, a na ich dzieci w ogóle to nie wpłynęło. No właśnie: ciąża to nie choroba. Ale tak szczerze, to następnym razem pięć razy się zastanowię, nim zafunduję Groszkowi takie przeżycia. Wiadomo, wszystkiego przewidzieć się nie da. Bo wczoraj natomiast poszłam pierwszy raz od wielu miesięcy pokibicować mojemu mężowi- amatorowi koszykówki, podczas jego meczu. Od czasu do czasu włączała się głośna syrena, a Groszek znów skakał w brzuchu zaniepokojony. Ale od dziś tylko spokój:) W środę wracamy na ćwiczenia, które przerwałam przez zatoki i przeziębienie. Zamierzam puszczać maleństwu płytę "Od brzuszka do uszka maluszka" i pozytywnie go nastrajać. A za kolejnych 20 tygodni, spotkamy się już po tej stronie.

P.S.
Komoda prawie gotowa:) Złożyliśmy już korpus i wszystkie szuflady. Zostało jedynie przykręcenie do szuflad szyn i zamontowanie drzwi. I gotowe, jak to mawia Perfekcyjna Pani Domu;)      

piątek, 28 lutego 2014

Pracująca mama

Odkąd brzuszek się widocznie zaokrąglił, nasz pakiecik wywołuje całkiem spore zainteresowanie w pracy. Pytania o samopoczucie są bardzo częste, a przede wszystkim bardzo miłe. Jestem w tej rewelacyjnej sytuacji, że dopóki sama nie powiem dość, mogę spokojnie łączyć ciążę, która przecież nie jest chorobą, z pracą. Co prawda, moje obowiązki w dużej mierze wiążą się z przesiadywaniem przed komputerem, ale tak często, jak tylko mogę wstaję, chodzę, a czasami nawet wykonuję proste ćwiczenia jak choćby kołysanie biodrami:) Nie skarżę się na żadne dolegliwości, a jak pamiętacie, dwa razy w tygodniu wyskakuję za zgodą szefa na ćwiczenia do fitnessowni. Dzięki temu czuję się spełniona: mam kontakt z ludźmi, czuję się potrzebna, a przede wszystkim, nie wypadnę szybko z obiegu. Jeszcze zdążę odpocząć od obowiązków;) Dziś musiałam pojechać do urzędu, w którym wiele osób mnie zna. Gdy ci ludzie tylko spojrzeli na mój brzuszek, gratulacjom nie było końca. A przy okazji stwierdziłam, że jakiś wysyp dzieci nastąpił: mnóstwo urzędniczek albo właśnie urodziło, albo jest na zwolnieniu i oczekuje maleństwa. Ja oczywiście od kilku tygodni też regularnie słyszę pytanie, kiedy zmykam na L-4. Niektórzy nie potrafią zrozumieć, że póki czuję się rewelacyjnie i brzuszek nie przeszkadza mi aż tak bardzo, nie zrezygnuję z pracy. To tak, jakby ciąża w tych czasach była nierozerwalnie połączona ze zwolnieniem. Niech korzystają te mamy, które mają na to ochotę! Ja nie mam i dopiero od początku maja zrobię sobie trzymiesięczny urlop na kompletowanie wyprawki i odpoczynek przed maratonem zwanym macierzyństwem:)
  

wtorek, 25 lutego 2014

Tak wyglądam w 19. tygodniu ciąży

Jak widzicie, maluch i mój brzuszek rosną jak na drożdżach:)
Dziś wybraliśmy się z 7-letnim chrześniakiem męża do pałacu zabaw. Uświadomiłam sobie, że są miejsca, do których pary bez dzieci nie zaglądają-ba, nawet nie zauważają ich istnienia. Gdy weszliśmy do środka poczułam się jak w innym świecie. Same uśmiechnięte dziecięce buzie i rodzice cierpliwie czekający aż ich pociech się wyhasają do woli:) Na początku podobał mi się ten specyficzny gwar, ale po chwili można było już dostać zawrotu głowy. Przenieśliśmy się więc do pokoju ciszy, z którego można było obserwować zabawę. Co chwilę przez plac wypełniony urządzeniami rekreacyjnymi przetaczały się grupy świętujące urodziny. A ja pomyślałam, że za jakiś czas pewnie będziemy tu stałymi bywalcami:) Groszek będzie musiał się gdzieś wyszaleć, bo mieszkając w bloku nie będzie miał takiej możliwości;)  I wizja ta przypadła mi do gustu: nasz mały chłopiec i jego wielka radość z tych wszystkich uciech. Eh, już nie mogę się doczekać aż go tu przyprowadzę!

poniedziałek, 24 lutego 2014

Cudowna metoda na przeziębienie

Dawno nie opowiadałam Wam, co u nas słychać. Niestety, rozłożyłam się na dobre. W czwartek wieczorem poczułam dreszcze, ból mięśni, a z nosa kapało mi jak z pompy. Od razu podwoiłam dawkę Rutinoscorbinu, piłam herbatę z cytryną i miodem. Wszystko na nic. W piątek rano nie byłam już w stanie wstać z łóżka. Przeleżałam cały dzień ledwie żywa. Mąż na szczęście był jeszcze w domu, więc dbał o mnie. Na szczęście wieczorem koleżanka, która w ubiegłym roku urodziła przepięknego synka podzieliła się ze mną dobrą radą, bym na noc zrobiła sobie inhalację z soli. Miałam w domu jedynie sól kuchenną, więc zalałam łyżeczkę litrem wody i tak przez 10-15 minut powdychałam nosem i ustami. Efekt był piorunujący: spokojnie przespałam noc, a w sobotę rano po katarze nie było już prawie śladu. Czułam się o niebo lepiej! Wczoraj nawet wybraliśmy się z mężem na króciutki spacer, bym łyknęła trochę świeżego powietrza. Wieczorem pojechaliśmy do mojego brata na imieninową kawkę i ciasto, a muszę przyznać, że od czwartego miesiąca mogę znowu jeść słodycze i połakomiłam się na kilka kawałków wypieków od Sowy:) A dziś za mną cały dzień pracy:) I czujemy się naprawdę świetnie! Dziękuję za wszystkie pozytywne komentarze:)! Jest mi niezmiernie miło, że idziecie z nami przez te miesiące! Wieczorem urządzę małą sesję i jutro pochwalę się brzuszkiem, który już robi wrażenie;) Ściskamy! 

wtorek, 18 lutego 2014

Groszek w 18. tygodniu

Bardzo dawno nie pokazywałam już Wam, jak wygląda Groszek:-) A Groszek to duży facet! Ma już trochę ponad 13 cm, ponoć całkiem długie jak na swój wiek ręce, nogi, które w jednym miejscu rzadko podczas usg się zatrzymywały. Dziecko najpierw odwróciło się do nas pupą, więc tatuś mógł po raz pierwszy obejrzeć klejnoty syna;-) Ale było też ziewanie, zakładanie rąk za głowę, machanie, zakładanie nogi na nogę. Generalnie pozy jak na porządnej sesji zdjęciowej;-) I maluch rośnie znów za szybko- już nawet nie 24, a teraz 23 lipca wychodzi z pomiarów. Ja tam nie mam nic przeciwko temu, by urodził się szybciej niż w wyliczonym dniu 28 lipca, ale to nie jest ważne. Ważne, że Groszek jest zdrowy:-) Na kolejne badanie w przedziale 20-22 tydzień ciąży mamy się umówić do innego lekarza, który wg mojej gin jest specjalistą od spraw serduszka dziecka. I przy okazji dysponuje sprzętem do usg 3 i 4 D. Zobaczymy więc Groszka z innej perspektywy:-) 




I to by było na tyle, jeśli chodzi o pozytywy. Niestety, od soboty walczę z zatokami połączonymi z jakimś dziwnym stanem przeziębieniowym. Lekarka rodzinna zapisała mi dziś Duomox. Przeraziłam się, że aż doszło do antybiotyku, ale gin potwierdziła, że ten lek nie wyrządzi krzywdy Groszkowi, a większą krzywdę wyrządziłaby rozwijająca się infekcja. No więc wezmę wieczorem pierwszą tabletkę....
A mój najdzielniejszy na świecie mąż pomimo urlopu cierpliwie składa tę głupią nieskładalną komodę...