Ostatni sensowny post napisałam 3 grudnia. Od tego momentu czas chyba przyspieszył...6 grudnia obchodziliśmy pierwsze imieniny Mokołajka. Połączyliśmy je z imprezą imieninową męża i przez to cały weekend przyjmowaliśmy gości. Mój tata i mąż mogli wreszcie wypić za zdrowie Mikiego, bo od narodzin jakoś nie było ku temu okazji. Spędziłam więc w kuchni trochę czasu, by coś solidnego im przygotować do jedzenia. Synek dostał jak zwykle mnóstwo ciuszków, wielkiego misia większego od niego samego i pieniądze, które jak zwykle odłożyliśmy na konto oszczędnościowe.
Po mikołajkach ruszyły z kopyta świąteczne przygotowania. Wigilia nie mogła odbyć się gdzie indziej, jak tylko u nas. Pierwsza choinka, pierwsza kolacja, dzielenie się opłatkiem. Pierwsze święta z Mikim. Oznaczało to jednak mnóstwo czasu spędzi ego w kuchni. Synek dzielnie mi towarzyszył. Powstały więc pierogi, uszka, a nawet pierniczki. Większość zakupów prezentowych zrobiłam przez internet, co bardzo mi pomogło. Dzięki temu tylko raz musieliśmy z Mikim wybrać się do galerii handlowej, czego wprost nienawidzę. Te tłumy mnie przerażają. I tak odstaliśmy godzinę w Empiku po odbiór paczki... Po choinkę wybraliśmy się tydzień przed świętami i dzięki temu, że padał deszcz,mogliśmy samotnie wręcz wybierać. Udało nam się znaleźć przepiękne drzewko! Dzień przed Wigilią ugotowałam barszcz, kapustę z grzybami, zrobiłam ryby w occie i śledzie w oleju.
Wigilia rozpoczęła się dla mnie o godzinie ósmej. Karmienie małego i do kuchni. Wstawiłam zupę owocową, groch z kapustą, zamoczyłam śledzie, pokroiłam do nich cebulę. Gdy znalazłam juź chwilę wolnego czasu, ubraliśmy choinkę. Było już po 13, gdy przyszła mama, którą poprosiłam o pomoc. Dzięki niej kolacja była gotowa na czas,bo choć Miki był najgrzeczniejszym dzieckiem świata i siedział sobie w leżaczku z nami w kuchni, musiałam go przecież karmić co godzinę, a po 15 Miki uciął sobie drzemkę podczas jedzenia. Gdy wszyscy goście przybyli, Mikołaj był bardzo onieśmielony, bo jeszcze aż dziewięciu osób w jednym naszym pokoju nie widział. Gdy zaczęliśmy składać sobie życzenia, Groszek po prostu się rozpłakał. Usiadłam,utuliłam go i z nim na kolanach przystąpiłam do jedzenia. W przeciwieństwie do roku poprzedniego, gdy byłam w ciąży i mało co zjadłam, w tym roku byłam głodna jak wilk! Zjadłam więc pewnie najwięcej z wszystkich! I tylko co chwilę słyszałam żale, że niby dziecko tak patrzy jak my jemy, a ja mu nic nie daję. Próbowałam te uwagi puszczać pomimo uszu.
A potem nastąpiło wyczekiwane wręczanie prezentów. Dostałam wiele pięknych prezentów, ale z jednego jestem baaaaaardzo zadowolona: dostałam świetny aparat, dzięki któremu będę mogła dokumentować każdy nowy dzień, bo na mojej komórce już brakuje miejsca;-) Miki dostał pierwsze zabawki, wcześniej nie chcieliśmy go nimi zasypywać, ale wiadomo- Gwiazdor nie pyta, tylko kupuje;-) Trochę więc jeszcze poczeka na przykład Hula Kula na zabawę z Mikim, grające kluczyki są na razie zbyt głośne, a dżdżownica z rozkładanymi elementami zacznie się synkowi podobać pewnie dopiero, gdy mały zrozumie, że wszystko to można dowolnie przekładać. Ale jest prezent, który od razu Mikiemu orzypadł do gustu: grająca delikatną melodię krowa w pastelowych barwach. Groszek uśmiecha się na jej widok.
A gościom bardzo spodobał się prezent, który specjalnie na tę okazję stworzyłam i zamówiłam: kalendarz ze zdjęciami Mikiego. Zachwytom nie było końca, więc mogę być z siebie choć trochę dumna;-)
Jestem też dumna z mojego Syneczka. Po kolacji stał się najbardziej roześmianym domownikiem. Oczywiście to przyprawiało też uśmiechu na twarzy innym, dzięki czemu posiedzieliśmy w dobrych humorach aż do 22. Potem kąpiel i Miki padł. Spał ze swoimi przerwami o 24,3,5 i 7 aż do 10.30. Na śniadanie jechaliśmy do teściowej. U niej spędziliśmy cały dzień. Drugi dzień świąt był gonitwą. Na 14 jechaliśmy na obiad do mojej babci, potem na kolację do rodziców, a na 20 do znajomych na tradycyjną imprezę powigilijną.
Sylwestra postanowiliśmy spędzić sami w domu. Przy chipsach i Karmi dotrwaliśmy do północy. W tym czasie Miki słodko spał nie zważając na hałasy za oknem. Gdy nastał 2015, złożyliśmy sobie z mężem życzenia i weszliśmy do pokoju synka, który obudził się, owszem, ale na karmienie;-) Mąż obdzwaniał więc rodzinę, a ja siedziałam w pokoiku, karmiłam Mikiego, który gdy tylko zapełnił brzuszek, spokojnie znowu odpłynął. I ze swoimi stałymi już pobudkami dospał do 10. 1 stycznia pojechaliśmy do znajomych pod miasto. Miki był jak zwykle bardzo grzeczny, czym ucieszył gospodarzy, którzy mają dwie córki, a jedna z nich wprost nie mogła się odkleić od małego chłopca nazywając go czule słodziaczkiem.
I tak w skrócie minął nam czas od ostatniego wpisu. Niestety, choć Miki to najgrzeczniejszy, najsłodszy i najbardziej uśmiechnięty chłopiec, coś nam skutecznie popsuło nastrój po cudownych świętach. Już 26 na skórze Mikiego pijawiły się czerwone plamy, które strasznie go swędziały. Do tego stopnia, że na głowie podrapał się do krwi. Zaczerwieniona były też plecy, ręce i nóżki, a na szyi wyskoczyły krostki. Wszystko to oznaczało, że nastąpiło zaostrzenie AZS lub coś podziałało na Mikiego alergizująco. Winiłam zjedzoną przeze mnie dzień wcześniej mandarynkę lub choinkę. W ruch poszły więc emulsja micelarna, krem z hydrokortyzonem i krem do skóry atopowej. Dziś skóra wygląda lepiej, niestety, na plecach wciąż pijawiają się czerwone plamy, łydki są szorstkiej, a na szyi pozostało kilka krostek. Walczymy więc dalej. Kupiłam Fenistil w kropelkach, więc przy wielkim ataku drapania, podaję synkowi trzy kropelki. To działa.
Za nami oczekiwanie na narodziny synka. Pojawił się na świecie 22 lipca 2014. Zapraszam do lektury opowieści o perypetiach Groszka i jego rodziców:)
Łączna liczba wyświetleń
niedziela, 4 stycznia 2015
środa, 31 grudnia 2014
Groszkowy rok za nami
Teraz chciałabym życzyć Wam, by nowy rok przyniósł same pozytywne wydarzenia, a jutro obiecuję opowiedzieć, co działo się u nas przez ten baaaaaaaardzo aktywny miesiąc. Babcie się dobrze! Do jutra!
środa, 3 grudnia 2014
Groszek zębaty
Jest, a właściwie są! Dziś rano wystukałam łyżeczką dwie dolne jedynki Mikiego! Dwie ostatnie noce synek przespał na syropie przeciwbólowym, inaczej by nie zasnął. Jeszcze wczoraj zęby były schowane w dziąsłach, dziś się nam pokazały w pełnej krasie;-) To był szczęśliwy poranek, a ja wzbogacę się o sukienkę. Niestety dla Mikiego uśmiechnięty czas skończył się o 11.50. Akurat dziś czekało go szczepienie. Pierwsze ukłucie w rączkę zniósł rewelacyjnie- nawet nie zakwilił. Przy drugim pojawiła się podkówka na buzi, a po ukłuciu w nóżkę delikatnie zapłakał na pięć sekund. Jestem z niego baaaaardzo dumna! Doskonale zniósł ten ból.
Szczepienie przyniosło kilka wieści. Miki waży 8100...Świetnie się rozwija, tylko coś niemrawo rośnie na długość. Ma 61 cm, choć uważam, że pielęgniarka ukradła z dwa centymetry niewłaściwie kładąc go na miarę. Póki co mamy się nie martwić. Kolejne szczepienie 22 stycznia, czyli w dzień, gdy Miki skończy pół roku i jeśli wtedy wynik nadal będzie słaby, zastanowimy się, co z tym zrobić.
Co jeszcze u nas?
Miki jest tak radosnym dzieckiem, że gdyby nie uszy, śmiałby się naokrągło;-)
Jest leniuszkiem. Nadal nie chce leżeć na brzuszku. Zmuszam go i kilka razy dziennie próbuje się podnosić. Póki co głowę pięknie trzyma na górze, ale nie podnosi się na rączkach, które uciekają mu na boki.
Już w sobotę Mikołajki i imieniny Groszka:-) Wciąż się zastanawiam, co mu kupić. Może dresiki?
Wczoraj przyszła do nas paczka z BoboVita, a w niej słoiczek z marchewką, woreczek z brokułami i opakowanie kaszki. Wszystko to poczeka do 22 stycznia:-)
Szczepienie przyniosło kilka wieści. Miki waży 8100...Świetnie się rozwija, tylko coś niemrawo rośnie na długość. Ma 61 cm, choć uważam, że pielęgniarka ukradła z dwa centymetry niewłaściwie kładąc go na miarę. Póki co mamy się nie martwić. Kolejne szczepienie 22 stycznia, czyli w dzień, gdy Miki skończy pół roku i jeśli wtedy wynik nadal będzie słaby, zastanowimy się, co z tym zrobić.
Co jeszcze u nas?
Miki jest tak radosnym dzieckiem, że gdyby nie uszy, śmiałby się naokrągło;-)
Jest leniuszkiem. Nadal nie chce leżeć na brzuszku. Zmuszam go i kilka razy dziennie próbuje się podnosić. Póki co głowę pięknie trzyma na górze, ale nie podnosi się na rączkach, które uciekają mu na boki.
Już w sobotę Mikołajki i imieniny Groszka:-) Wciąż się zastanawiam, co mu kupić. Może dresiki?
Wczoraj przyszła do nas paczka z BoboVita, a w niej słoiczek z marchewką, woreczek z brokułami i opakowanie kaszki. Wszystko to poczeka do 22 stycznia:-)
środa, 26 listopada 2014
Groszek, a nawet Groch!
Nie będę owijać w bawełnę: Groszek jest dużym (dosłownie!) chłopcem. Waży ok. 7,5 kg i jego twarz wygląda jak księżyc w pełni. Dużo osób na to zwraca uwagę, ale ja póki co uśmiecham się tylko. Bo co: mam dziecku zrobić dietę, zacząć głodzić? Służy mu moje mleko i nie widzę w tym nic złego. Nie ma otłuszczonego ciała- jest bardzo zgrabny jak na swoją wagę. Dziś byliśmy na kontroli bioderek i lekarka uświadomiła mi, że jest jeden mały problem. Miki niechętnie leży na brzuszku. Zmuszam go do tego kilka razy dziennie, ale póki co chłopak nie potrafi na dłużej podtrzymać się na rączkach. Próbuje, ale dłonie szybko uciekają do tyłu. A przy swojej wadze musi ćwiczyć mięśnie, by uniosły one go przy pełzaniu, a potem siadaniu. Będę więc nieustępliwą- ćwiczenia będą powtarzane jeszcze częściej. Wszystko dla zdrowia! A bioderka idealne- wszystko z nimi w jak najlepszym porządku.
W sobotę Miki skończył cztery mesiące, a u nas ząbkowanie na całego. Ślinienie, wkładania wszystkiego do buzi, katar, luźniejsze kupki i wyraźne ślady, a od dziś nawet krwiaczek w miejscu prawej dolnej jedynki zwiastują szybkie powitanie perełki w buzi Groszka. Na szczęście żel daje radę.
W sobotę Miki skończył cztery mesiące, a u nas ząbkowanie na całego. Ślinienie, wkładania wszystkiego do buzi, katar, luźniejsze kupki i wyraźne ślady, a od dziś nawet krwiaczek w miejscu prawej dolnej jedynki zwiastują szybkie powitanie perełki w buzi Groszka. Na szczęście żel daje radę.
środa, 19 listopada 2014
Kto pyta...
- A może twój pokarm jest za słaby?
- Coś musiałaś dziś zjeść, co mu zaszkodziło.
- Nie dajesz mu herbatki na brzuszek?
- Dlaczego nie poisz go wodą?
- Nie jest mu za zimno w stópki?
- Ale coś jeszcze mu zakładasz pod ten kombinezon?
- Dlaczego tak późno zamierzasz dać mu coś normalnego do jedzenia?
- W taką pogodę wychodzisz na spacer? Nie pochoruje się?
- Kładziesz go na brzuszku?
- Oliwka nie jest lepsza na ciemieniuchę?
-A będzie spał w nocy, gdy w dzień dajesz mu tyle spać?
- Nie usypiasz go w dzień na drzemki?
- Nie odłożysz go do łóżeczka?
- A to nie za cieńka czapeczka? Ma grubszą?
- Coś musiałaś dziś zjeść, co mu zaszkodziło.
- Nie dajesz mu herbatki na brzuszek?
- Dlaczego nie poisz go wodą?
- Nie jest mu za zimno w stópki?
- Ale coś jeszcze mu zakładasz pod ten kombinezon?
- Dlaczego tak późno zamierzasz dać mu coś normalnego do jedzenia?
- W taką pogodę wychodzisz na spacer? Nie pochoruje się?
- Kładziesz go na brzuszku?
- Oliwka nie jest lepsza na ciemieniuchę?
-A będzie spał w nocy, gdy w dzień dajesz mu tyle spać?
- Nie usypiasz go w dzień na drzemki?
- Nie odłożysz go do łóżeczka?
- A to nie za cieńka czapeczka? Ma grubszą?
poniedziałek, 10 listopada 2014
Gdy taty nie ma w domu, to jesteśmy niegrzeczni
Mąż wyjechał w piątek w nocy w Alpy. Jest miłośnikiem wędrówek górskich, a w Tatrach pogoda nie nastrajała do wypraw. Hałasy pakowania obudziły po północy Groszka i od tamtej chwili budził się co godzinę. Na szczęście rano u mnie w łóżku pospał jeszcze godzinkę. Potem wybraliśmy się na koncert Od brzuszka do uszka maluszka. Miki jak zwykle zasnął w aucie , więc początek koncertu go ominął. Juź myślałam, że nie skorzysta w ogóle z prezentu, jaki mu sprawiłam, ale na szczęście w końcu się obudził. Był bardzo zaciekawiony tłumem ludzi, który siedział na wielkim dywanie. Muzyka przykuwała jego uwagę, gdy słyszał mocniejsze dźwięki. Ale widząc jego zadowoloną minę mogę przypuszczać, że chyba mu się podobało. W grudniu też się wybierzemy. Po koncercie pojechaliśmy do moich rodziców na zaległe obchody urodzin mamy i imienin taty. Był obiad, potem kawa i kolacja. Przez cały ten czas Miki był zabawiany przez całą rodzinę. Około 18 zrobił się ze zmęczenia marudny, więc po 19 wracaliśmy na tradycyjną kąpiel o godz. 20. Pobudki potem były o godz. 1i 4, a potem już co godzinę do 8. Wczoraj zaprosiła nas moja babcia, która przez chorobę nie mogła dotrzeć na chrzest. Po miesiącu nie mogła się nacieszyć prawnukiem. Tym razem mały wytrzymał tylko do 16. Po przyjeździe do domu zasnął przy piersi i przespał prawie dwie godziny. Myślałam, że noc będzie przez to trudna, ale o dziwo Miki przespał ciągiem od 22 do 5. No i nadszedł kolejny dzień bez taty. Dziś Miki dał mi popalić. Od rana był marudny. Zrobił dwie kupki, a mimo to chyba pobolewał go brzuszek. Z trudem odklejał się ode mnie, bym mogła pomyć naczynia czy zjeść obiad. Płacz rozlegał się dziś najczęściej od jego narodzin. Ręce momentami mi opadały, brak męża dawał mi się już we znaki. Nie mogę doczekać się jego powrotu. Teraz Miki śmieje się i głuży do zebry kręcącej się nad łóżeczkiem, ale ja już marzę, by mąż przejął Mikiego choć na chwilę. To pierwsze takie dni, gdy przez dłuższy czas sama muszę radzić sobie z dzieckiem. Chyba poszło mi nieźle. A przede wszystkim, tęsknię już za mężem. Gdy tylko wróci jutro wieczorem, wtulę się w niego i opowiem o każdym szczególe z życia Mikiego, który ominął go przez tych kilka dni. A trochę się tego nazbierało. Miki zaczął przekręcać się z pleców na bok. Nauczył się wymuszać swój śmiech. Brzmi to trochę jak kaszel, ale po minie widać, że na twarzy rysuje się banan i synek jest zadowolony. Do tego zauważyłam, że Groszek uwielbia, jak mu śpiewam. Przysłuchuje się wtedy uważnie i uśmiecha. Wykorzystałam to dziś, by móc umyć naczynia. Miki w swoim leżaczku musiał mi oczywiście towarzyszyć i gdy zaczął marudkować, zaczęłam cokolwiek śpiewać. Na chwilę się uspokoił.
Co jeszcze u nas?
Zgrubienie po szczepieniu maleje, ale wciąż jest wyczuwalne- ma rozmiar grochu.
Ten straszny tydzień z przebudzeniami nocnymi był chyba jednak skokiem rozwojowym, równo tydzień później wszystko minęło jak ręką odjął. Niestety, zmiana czasu namieszała na stałe. Pobudki z 2 i 5 zmieniły się w takie o 1 i 4. Jestem trochę mniej wyspana, ale takie jest życie...
Włosy nadal mi strasznie wypadają. Nie wiem już co z tym począć...
Co jeszcze u nas?
Zgrubienie po szczepieniu maleje, ale wciąż jest wyczuwalne- ma rozmiar grochu.
Ten straszny tydzień z przebudzeniami nocnymi był chyba jednak skokiem rozwojowym, równo tydzień później wszystko minęło jak ręką odjął. Niestety, zmiana czasu namieszała na stałe. Pobudki z 2 i 5 zmieniły się w takie o 1 i 4. Jestem trochę mniej wyspana, ale takie jest życie...
Włosy nadal mi strasznie wypadają. Nie wiem już co z tym począć...
wtorek, 4 listopada 2014
Horror czwartego skoku?A może to ząbkowanie?
3 listopada:
Dokładnie 23 października pochwaliłam się mamie, że Miki dwie noce pod rząd przespał od 21 do 5. I zapeszylam. Kolejne noce aż do teraz to koszmar. Groszek nie zasypia spokojnie, a nawet po uśpieniu przez suszarkę budzi się chwilę potem jeszczekilka razy. Gdy już uśmiech ok. 22, pobudki są potem ok. 23-24, 2, 4 i 6-7. I za każdym razem ponowne usypianie trwa ponad godzinę. W dzień chłopak jest tak zmęczony, że zasypia przy piersi. I teraz pytanie:zęby, skok rozwojowy, a może jeszcze coś innego? Zęby bo: trze z zaciętością dziąsła czym tylko popadnie. Rękę wsadza prawie całą. Ślini się bardzo. Ma na dole dwa wybrzuszenie w miejscach jedynek. Ale nie ma rozpulcgnionych ani zaczerwienionych dziąseł. I tu się trop urywa. To może to jednak wcześniejszy czwarty skok rozwojowy? Miki ma 15 miesięcy. To mogłoby się zgadzać. Wersję z głodem odrzucam od razu-Groszek waży 6700, więc przybiera ok. 30g dziennie, a tobardzo dużo jak na trzymiesięczniaka. Trudno, chodzę z oczami podpartymi zapałkami, alemusimy przetrwać ten kryzys. Kiedyś musi się skończyć.
4 listopada:
Nie zdążyłam zamieścić poprzedniego posta, a już się odmieniło. Dziś Miki zasnął o 21, obudził się tylko o 24, a potem o 5 i dospał jeszcze od 6 do 8. Oby to był stały powrót do normalnego spania. Trzymajcie kciuki! Wreszcie się wyspałam;-)
Dokładnie 23 października pochwaliłam się mamie, że Miki dwie noce pod rząd przespał od 21 do 5. I zapeszylam. Kolejne noce aż do teraz to koszmar. Groszek nie zasypia spokojnie, a nawet po uśpieniu przez suszarkę budzi się chwilę potem jeszczekilka razy. Gdy już uśmiech ok. 22, pobudki są potem ok. 23-24, 2, 4 i 6-7. I za każdym razem ponowne usypianie trwa ponad godzinę. W dzień chłopak jest tak zmęczony, że zasypia przy piersi. I teraz pytanie:zęby, skok rozwojowy, a może jeszcze coś innego? Zęby bo: trze z zaciętością dziąsła czym tylko popadnie. Rękę wsadza prawie całą. Ślini się bardzo. Ma na dole dwa wybrzuszenie w miejscach jedynek. Ale nie ma rozpulcgnionych ani zaczerwienionych dziąseł. I tu się trop urywa. To może to jednak wcześniejszy czwarty skok rozwojowy? Miki ma 15 miesięcy. To mogłoby się zgadzać. Wersję z głodem odrzucam od razu-Groszek waży 6700, więc przybiera ok. 30g dziennie, a tobardzo dużo jak na trzymiesięczniaka. Trudno, chodzę z oczami podpartymi zapałkami, alemusimy przetrwać ten kryzys. Kiedyś musi się skończyć.
4 listopada:
Nie zdążyłam zamieścić poprzedniego posta, a już się odmieniło. Dziś Miki zasnął o 21, obudził się tylko o 24, a potem o 5 i dospał jeszcze od 6 do 8. Oby to był stały powrót do normalnego spania. Trzymajcie kciuki! Wreszcie się wyspałam;-)
środa, 22 października 2014
Szczepienie "w prezencie" na trzy miesiące
Dziś mija trzecia nasza wspoólna miesięcznica. Niestety, prezent synek dostał marny: szczepienie. Pierwsze przebiegło jak z płatka, ale teraz nie było już tak dobrze. Przed wejściem do gabinetu nakarmiłam go, jednak nie zdążyło mu się już odbić, a ostatnio to ważna rzecz. W gabinecie dodatkowo Mikiego rozjuszylam ściąganiem przez głowę bluzki. Mały zaczął marudkować. Został zważony (6370), zmierzony (59 cm) i osłuchany. Potem nastąpił dramat. Musiałam chwycić mocno rączkę synka, a on zaczął się wyrywać. Po wkłuciu rozpłakał się w taki sposób, jakiego jeszcze dotąd nie widziałam. Zrobił się cały czerwony, a na twarzy malował się ból. Prawie się też rozpłakałam. Potem druga ręka i noga. Miki był w tak złym stanie, źe nawet pierś nie pomogła. Utuliłam go mocno i to pomogło. Za drzwiami udało się już przystawić go do piersi i w końcu biedaczek zasnął. Póki co nie ma żadnych złych objawów, a nawet często się śmieje. Udało mu się tuż przed wyjściem zrobić kupkę, a to spory sukces zwiastujący dobry dzień. Ostatnio kupki pojawiają się co trzy, cztery dni, więc zrozumcie jaka to radość, gdy najpierw usłyszy się podejrzany dźwięk, a potem w pieluszce znajduje się ogromny skarb;-)
Z innej beczki: w poniedziałek spotkaliśmy sie z panią alergolog. Potwierdziła nasze obawy, że mały ma skórę skłonną do atopii. Poleciła Dexeryl do smarowania. Kupiłam, dziś wieczorem wypróbujemy.
Mata edukacyjna dotarła wczoraj. Pierwsze próby przebiegły obiecująco. Dziś Miki miał juź dość atrakcji, więc mata poczeka do jutra.
Mąż kończy drugi tydzień urlopu. Przyzwyczaiłam sie do dobrego i trudno będzie mi powrócić do zwyczajnego porządku, gdy sama przez cały dzień będę musiała zajmować się Mikim.
Miki ssie lewą rękę na potęgę. Prawą za to z zapałem ogląda. A największą rrajdę daje mu karuzelka- śmiech do zebry rozbawia mnie czasami do łez.
Z innej beczki: w poniedziałek spotkaliśmy sie z panią alergolog. Potwierdziła nasze obawy, że mały ma skórę skłonną do atopii. Poleciła Dexeryl do smarowania. Kupiłam, dziś wieczorem wypróbujemy.
Mata edukacyjna dotarła wczoraj. Pierwsze próby przebiegły obiecująco. Dziś Miki miał juź dość atrakcji, więc mata poczeka do jutra.
Mąż kończy drugi tydzień urlopu. Przyzwyczaiłam sie do dobrego i trudno będzie mi powrócić do zwyczajnego porządku, gdy sama przez cały dzień będę musiała zajmować się Mikim.
Miki ssie lewą rękę na potęgę. Prawą za to z zapałem ogląda. A największą rrajdę daje mu karuzelka- śmiech do zebry rozbawia mnie czasami do łez.
niedziela, 19 października 2014
Groszek został ochrzczony
Za nami ważna dla nas uroczystość: chrzest synka. Denerwowałam się przed nim jak przed maturą, a wszystko poszło gładko. Miki spał dziś aż do 4, więc piersi były tak przepełnione od 21, że w 20 minut zapełniłam mlekiem z jednej z nich 150-mililitrową butelkę. Od rana krzątałam się, by z wszystkim zdążyć na czas, a i tak wyjeżdżaliśmy z domu 20 minut przed msza. Na początku Groszek siedział w nosidełku i ciekawie się rozglądał. Po znaku krzyża uczynionym przez księdza na czole, zasnął i śnił słodko aż do końca kazania. Gdy musieliśmy już podejść do ołtarza, Miki rozbudził się i było mu nie w smak, że od razu nie przystawiłam go do baru. Po chwili spokojnego leźenia na rękach u taty zaczął marudkować i jeszcze przed polaniem wodą rozpłakał się. Jako jedyny spośród pięciorga dzieci;-) o dziwo, woda na głowie zaciekawiła go, ale po chwili urządził regularny koncert. Rozśmieszyło mnie to, a potem biegiem wyciągałam butelkę. Miki nie jest przyzwyczajony do butli, więc mleko zniknęło w czeluściach jego ust w kilkanaście minut. Potem się uspokoił. I tak dotrwaliśmy do końca mszy. Potem pojechaliśmy z rodzicami, chrzestnymi i babcią na obiad do restauracji. Było elegancko i smacznie. Miki przespał swoją imprezę. Otrzymał w prezencie furę pięknych ciuszków, książki, płytę z muzyką, aniołka z Rosenthala i tysiąc pięćset złotych, więc dostanie matę edukacyjną, kombinezon zimowy i szczepionkę na pneumokoki.
czwartek, 2 października 2014
Za chwilę będę łysa
Włosy wypadają mi garściami. Czytałam jeszcze w ciąży, że po porodzie może się to przydarzyć, ale nie myślałam, że w tak szybkim tempie mogę pozbyć się tak dużej ilości mojej gęstej czupryny. Gruby dotąd warkocz robi się coraz cieńszy. Ponoć są za to odpowiedzialne hormony. Czekam więc cierpliwie aż się uspokoją, bo inaczej będę musiała się rozejrzeć za gustowną peruką;-)
P.s.
Miki zrobił wczoraj rano sam kupkę. I znowu cisza w pieluszce...
P.s.
Miki zrobił wczoraj rano sam kupkę. I znowu cisza w pieluszce...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


